Oliwa o smaku estragonu

Dla wielu moich znajomych jedzenie bez glutaminianu sodu, sztucznych przypraw i rosołków w kostce, to jak świat bez kolorów. Nie wyobrażają sobie smacznego jedzenia bez szczypty „jarzynki” czy „ziarenek smaku”. W mojej kuchni jest inaczej – potrawy oszałamiają bogactwem smaków, a wszystko bez chemicznych dodatków. Nie stosuję nawet soli.

Jednym z moich przyprawowych ulubieńców jest estragon : nazywam go „ziołową solą”. Estragon jest niezwykle bogaty w sole mineralne, dzięki czemu potrawy nim doprawione nabierają słonawego smaku.

Najsmaczniejsze są oczywiście zioła świeże. Mam ich pod dostatkiem wiosną i latem, uprawiam estragon w ogrodzie. Uwielbiam jego zapach – nuty anyżu mieszają się z zapachem  siana. Jest to zioło wieloletnie, zimuje w gruncie i jest odporne na mrozy. Listki można pozyskiwać stopniowo, nie hamując wzrostu rośliny.

Suszony estragon dodawać można do wszelkich gotowanych potraw zamiast tradycyjnej soli. Już kilka dni po wyrzuceniu z jadłospisu sztucznych przypraw i zastąpieniu soli estragonem,  kubki smakowe  zaczynają rejestrować całkiem nowe smaki. To, co było mdłe wcześniej okazuje się mieć bogaty smak, co było bez wyrazu – nabiera charakteru.

Kiedy chcę „posolić” potrawę na zimno, nie wystarczy posypać suchymi liśćmi – potrzebny jest ekstrakt estragonowy. Moja ulubiona forma to oliwa estragonowa. Zabarwiona na zielono oliwa z oliwek, o wyrazistym smaku i intensywnym, przyjemnym zapachu estragonu, potrafi kromkę chleba zmienić w arcydzieło sztuki kulinarnej. Oliwę wlewam na talerzyk, maczam w niej kromkę chleba i gotowe. Chleb jeszcze ciepły, niczym kominek do aromaterapii uwalnia aromat zioła. Pycha.

Oliwą smakową doprawiam gotowane jajka, ziemniaki. Stosuję do twarogu, a nawet do gotowych dań na ciepło.

Do zrobienia oliwy estragonowej potrzebny jest suszony estragon i oliwa z oliwek. Wsypuję  zioło do słoika i zalewam ciepłą oliwą. Dzisiaj zrobiłam również oliwę bazyliową i o smaku oregano. Na zdjęciu estragon i oregano z mojego ogrodu – liście nie są rozdrobnione, by zapobiec utracie olejków eterycznych. Kupna bazylia o drobno pokruszonych liściach nie jest już tak aromatyczna.

Odstawiam w ciepłe miejsce na 14 dni. Co kilka dni potrząsam słoikiem, żeby surowiec równomiernie się ekstrahował. Po 14 dniach oliwa ziołowa gotowa jest do użycia. Przelewam do butelki.

Tłusta biomasa, która zostaje w słoiku, to również bardzo cenny produkt. Używam jej do peklowania mięsa. Połączyłam dzisiaj „fusy” z oliwy estragonowej i bazyliowej z pozostałościami po ziołowej nalewce w stylu Undenberga: niebywała kompozycja 43 ziół, m.in.z anyżem, koprem i jagodami jałowca. Mięso nie będzie przyprawiane dodatkowo żadną solą, saletrą czy glutaminianem, tylko zioła.

Zachęcam do eksperymentowania z olejami ziołowymi. Pyszna jest również oliwa majerankowa (bez gorzkiego posmaku, z którego znany jest majeranek), oliwa z czosnku niedźwiedziego czy bluszczyku kurdybanka.

A czy Wy macie swoje ulubione przepisy na oleje ziołowe?

Na koniec jeszcze kawałek chleba maczanego w oliwie. Wiem, gorący chleb to nie najlepszy pomysł, ale jaki smaczny!

 

6 Responses

  1. Zaintrygowała mnie oliwa z bluszczyka kurdybanka. Pokuszę się o zrobienie, jeśli śnieg wogóle kiedykolwiek stopnieje 🙂

  2. Oliwa estragonowa zagości w mojej kuchni nie mam suszonego estragonu ale pomyślałam, że mogę kupić w doniczce, wysuszyć i zalać olejem. Ponieważ miałam dzisiaj „twórczy” dzień więc zrobiłam olej z geranium do celów kosmetycznych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *