Landryna i Mandaryna.

Wyobraź sobie psa, co dzielnie strzeże terenu, alarmuje o intruzach, sam kosi trawnik i na wiosnę znosi jajka. Z dużo wymagań? Zamień psa na gęś – ona wypełni wszystkie zadania. Wiem, co mówię, mieszkają u mnie dwie gęsi.

Dwie gęsi, nie wiem, jakiej płci. Jedna Mandaryna, druga Landryna. Też byście je tak nazwali, skoro jedna ma płetwy pomarańczowe, a druga różowe. Kochają się ogromnie, a poruszają jak pływaczki symultaniczne. No, może pływaczki z opóźnionym refleksem, ale widać, że mają wspólne myśli.

Gęsi to nie żaden drób, to przeżycie estetyczne. Godzinami mogę im się przyglądać, ten serial nigdy nie nudzi. Jak rozkosznie się wyginają , żeby umyć, nasmarować, wyrównać piórka. Zarzucają sobie szyję na plecy, przekładają jakoś tak między nogami, jakby chciały zawiązać się na kokardkę – giętkie jak żelki i zwinne jak jaszczurki. Najpiękniej wyglądają nad ranem, oświetlone wschodzącym słońcem, odbijają bielą promienie słoneczne, aż trzeba mrużyć oczy. Lubią prezentować cały swój majestat – wachlują w biegu wielkimi skrzydłami, aż suche liście wirują wkoło jak podczas liściowej zamieci. Znaczą teren białym puchem, jakby to była rezydencja aniołów. Piotr Czajkowski miał na pewno na myśli „Jezioro Gęsie”, tylko „Łabędzie” lepiej brzmi.

Gęsi lubią skubnąć, bardzo lubią. Skubią mnie za rękę, za nogę – moim zdaniem to wyraz troskliwości. Chcą mi poukładać zmierzwione piórka, żebym ładnie wyglądała i nie marzła na wietrze. Koty są innego zdania, nie cierpią wprost tych gęsich pieszczot. Szczególnie, że gęsi pieszczą często dwie na jednego, co wprawia małe kotki w przerażenie.

Kilka tygodni temu, w porze odlotu dzikich gęsi, moje białe baletnice nauczyły się wspinać na dach skarbca. Skarbiec to podziemna spiżarnia. Przyszło mi do głowy, że ta wspinaczka to wstęp do spóźnionej nauki latania. Że pozazdrościły dzikim krewniakom i chcą do nich dołączyć w podniebnej wędrówce.

Nic takiego się nie wydarzyło.

Mandaryna i Landryna ujawniły swój instynkt stróża i obrońcy, z którego ich przodkowie słyną od 390 r.p.n.e. Znalazły sobie wieżę obserwacyjną, leśny Kapitol, z którego bacznie obserwują  otoczenie i głośnym gęganiem ostrzegają przed dzikami, zabłąkanym grzybiarzem i ptakiem drapieżnym. W taki sposób przejęły  rolę strażników mojego królestwa. Mandarynus i Landrynus – to ich nowe, rzymskie imiona.

Odwdzięczam się  ich przysmakami (ogórki i jabłka) i codziennym koszem pełnym zielonej trawy, gwiazdnicy, pięciornikiem, liśćmi mniszka lekarskiego. Podbieram część gęsiego śniadania i ze smakiem zajadam sama. Nie mogę przecież przejść obojętnie obok naturalnych witamin i innych cudów. Najchętniej podjadam gwiazdnicę, robię z niej również maseczkę do twarzy – wystarczy świeże ziele zrolować w dłoniach i zielonym sokiem natrzeć skórę. Warto posmarować sokiem z gwiazdnicy również dłonie po bliskich kontaktach z gałązkami iglaków z listopadowych stroików. Sok łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie ranek i hamuje swędzenie.

W listopadowym klimacie chcę Wam też złożyć życzenia: żebyście odnaleźli swój własny Kapitol, z którego wzrok sięga aż po horyzont i wszystko widać, i wszystko jest jasne. Żebyście zamiast wpatrywać się nieustannie w codzienne źdźbła i ziarna, znaleźli czas, by ogarnąć całość, dostrzec piękno i zagrożenia, odnaleźć harmonię i wewnętrzną siłę.

19 Responses

  1. I pomagasz w tym, czego życzysz. Zmuszasz do przemyśIeń Inez, dziś w tym szczególnym dniu bardzo mnie przejęły Twoje słowa. A mówisz pięknie. Pozdrowienia ciepłe.

  2. I zapomniałam dodać, że mój mąż też miał ukochaną gęś Sierotkę. Faktycznie, strażnik lepszy niż pies, bardzo syczała na obcych, a za nim chodziła za nogą.

  3. Ja też mam gęsi, co rano, zanim jeszcze porządnie się rozwidni, pędzę do nich w gumiakach i piżamie, żeby je wypuścić z domku, w którym spędzają noc. Wracam do łóżka i czekam na ich gęganie pod oknem sypialni. Uwielbiam to!

  4. panicznie bałam się gęsi w dzieciństwie. do dnia, w którym zdołałam złapać jedną za szyję i rozgromić resztę stada tłustym kuprem.
    ha!

    1. Mam nadzieję, że nie uszkodziłaś gąski, Ewelino. Teraz straszę Tobą moje baletnice: do kurnika, do kurnika, bo przyjdzie Ewelina!

  5. Inez,
    czytając Twoje blogi uśmiech nie schodzi z mojej twarzy. Tak jest zawsze. Podziwiam Twoją ‚giętkość’ języka, wspaniałe teksty no i zdjęcia. Jesteś niebywale zdolną młodą osobą i aż trudno uwierzyć, że tak młodą i z taką pasją. Nie ukrywam, że już blogi naszego doktora Różańskiego były i są dla mnie lekturą, od której trudno oderwać nie tylko wzrok, ale i ręce od klawiatury. Tyle mądrości i to za darmo. Tak samo jest z Twoimi blogami, zdjęciami, które są balsamem dla mej duszy. Landryna i Mandaryna są cudowne. Za oknem mojego bloku jest czyjś ogród a w nim buszują kury i wspaniały kogut. Zawsze dla nich mam coś dobrego. Jak tylko wyjdę na balkon to lecą o mało nóg nie połamią. Pozdrawiam Cię cieplutko i dziękuję, że powstał blog „Herbiness'”.

      1. Kocham zwierzęta. Jest mi obojętne moje czy cudze. Zimą na moim balkonie jest atrakcja dla ptaków. Są karmniki nie jeden, ale dwa. W małym dwie sikorki już robią tłok, dlatego jest również duży. Naprawdę duży. Mąż jak go zobaczył to spytał czy to karmnik dla orłów. Moja odpowiedź, dla wszystkich. Ucztują w nim dzwońce – tych jest dużo i są płochliwe, ale szybko wracają, sikorki, grubodzioby, para gołębi, rodzina kosów, czasem trafi się rudzik i oczywiście wróble, ale mazurki. Wróble lubię, jest ich już mało. Ludzie wycinają krzewy i nie maja się gdzie chować. Nie jestem znawczynią ptaków. Trochę czasu zajęło mi „zdiagnozowanie” kto odwiedza moją zimową kuchnię. Wróble pospolite do mojego karmnika nie przylatują, pomimo, że mieszkam na parterze. Dla nich po drugiej stronie okien pod małym żywopłotem codziennie wysypuję, na odgarniętą ze śniegu ziemię, ziarenka. Czekają na nie każdego dnia. I tak do wiosny. Cieszę się, że mogę pomóc tym, którym trudno ja znaleźć w okresie zimowym. Kocham przyrodę. Inspiruje mnie do życia. Myślałam nad tym by wrzucić do kilku skrzynek pocztowych w blokach informację dla osób, które mogłyby dokarmiać ptaki zimą. Pięknie śpiewają na wiosnę i czasem myślę, że dziękują za pomoc.
        Jola

  6. Gęsi to moje marzenie! Ale mimo , że działkę mam sporą ( juz pisałam w temcie pod zielononóżkami) to jednak nie mam wody 🙁 Gęsiom będize źle chyba bez wody? No i mam dwa konie, wlewam im pełną wannę wody bo sporo przez dzień piją, zastanawiam się czy gśski takiej wody by nie brudziły 🙂

      1. Hmm tak sobie myślę, że jeżeli gęsiom dam wannę wody , a koniom ich wannę przykryję siatką, tylko tak by mogły pić to może nie będą brudziły tej końskiej…trochę się boję, że może być z tym kłopot. A gęsi kocham od dziecka i nie chciałabym ,jeżeli już je kupię, rozstawać się z nimi. I u mnie by miały życie do końca-żadnego jedzenia gęsi!:)

        1. Coś mi się zdaje, że to nie jest dobry pomysł, ponieważ drób ma wszy i te małe france bardzo często włażą koniom do grzyw i ogonów i dlatego żadnego drobiu nie powinno się trzymać blisko, a już w żadnym bądź razie na tym samym pastwisku.

  7. no i przepadło, zaplanowałam sobie na radosną starość w Borach Tucholskich dwie kozy (białą i czarną – dwie, żeby się nie nudziły) a teraz widzę, że jeszcze będą dwie gęsi 🙂 Inez, nie wiem czy podołam, ale Twoje teksty pobudzają lepiej niż kokokokaina.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *