Zakupy o świcie.

W moim mieście 11-go  listopada organizowany jest bieg „Mila Niepodległości”. Dystans 10 km. Obserwowałam biegaczy przez chwilę, większość z nich to marni zawodnicy. 10 listopada to dopiero można obserwować! dziesięciobój nowoczesny, w kolejce w markecie, z ciężkim wózkiem i do tego w niekorzystnych warunkach dodatniej jonizacji powietrza.  To są zawodnicy. Mistrzowie zakupów w markecie. Nie mogę nigdy wyjść z podziwu, jak w euforii kupują dziwaczne produkty. Wydaje się, że mają tonę śrubek do odrdzewienia, jakieś szkodniki do wytrucia i do tego planują zabójstwo.

10 listopada szaleństwu zakupów uległam i ja. W zasadzie od razu wybiłam się na prowadzenie, startując  jeszcze w ciemnościach. Jest bowiem taki market, gdzie zakupy się robi tylko o świcie. Przez megafon nadają gołębie i koguty. Produkty stoją na ziemi, w drewnianych skrzynkach albo na skromnych stolikach. Ktoś sprzedaje kury z przyczepki, ktoś pszenicę z tylnego siedzenia samochodu osobowego. Dłonie sprzedawców naznaczone są ciężką pracą, a uśmiechy – życzliwością. Pięknie, bogato i uczciwie. Tu kupisz zdrowe jedzenie. Blaszane markety o tej porze jeszcze śpią. Zanim rozsuną się ich szklane drzwi, tu będzie już pozamiatane. Oto, jakie produkty kupiłam w szarości poranka.

Pokręcona marchewka.

powyginana marchewka od rolnikaDeserowe jabłka z plamkami, zerwane z poniemieckich jabłonek.
Czarną rzepę po 3zł. za kilogram.

Owies i proso.

Owies powędrował od razu na grządki, za kilka dni będą zielone koktajle. Robicie zielone koktajle z owsa? To łatwe, nawet bez wyciskarki do soku. Opisałam to tutaj. Jeśli szukacie inspiracji koktajlowych, to są na blogu Zielone koktajle. Po prostu leci ślinka na widok zdjęć.

Proso wzbudziło natychmiast zainteresowanie koguta.

Kupiłam również trzy nowe, czerwone kury.

Przy okazji poruszę temat kur. Od czasu publikacji wpisu Landryna i Mandaryna moje kury zielononóżki przestały nieść jajka. Są wprost obrażone, że nie napisałam o nich na blogu. Brak mi jajek, więc szykujcie się na opowieść o kurach. Za kilka dni seria wspomnień z początków mojego kurnika.

Ciekawi mnie, czy macie swoje ulubione miejsce kupowania produktów spożywczych. Miejsce, gdzie można kupić zdrowe jedzenie, prosto od rolnika.

 

19 Responses

  1. Ulubionym miejscem jest wiocha na którą z upodobaniem jeżdżę od dziecka. Wywozimy wujkowi pół gospodarki 🙂 w ostatnią sobotę wróciłam do domu z wiadrem kapuchy kiszonej, trzema dorodnymi kurkami (do zamrażarki… nie do kurnika), naręczem lofantu, słoikiem miodu, dwoma główkami kapusty, workiem buraczków, pasternaku i marchewki… kuzynowi podwędziłam śliwkowy zacier na śliwowicę…będzie ocet jak ta lala 😀 a poza tym nazbierałam sobie owoców róży na wódeczkę i oczywiście na ocet jak to na octofila przystało.

    Inez, ekstremalnym sportem jest robienie zakupów w moim wykonaniu… dzidzia w chustę, pierworodna do wózka i zapycham z siatami do domu… wychodzę na 30-40 min a wracam jak po 3 godzinnym fitnessie 😛

    1. Brawo, Bakterio. Podziwiam Cię. Zaintrygowała mnie Twoja wzmianka o lofancie – nie słyszałam dotąd o tej roślinie. Wyczytałam, że jest miododajna. Napisz coś więcej, proszę.

      1. Chętnie bym coś napisała ale niewiele wiem poza tym, że pachnie i smakuje cudownie. Pytałam na forum ale tam też cisza 😀
        Lofant – kłosowiec fenkułowy nazywany przez wujcia „lafiryndą” 🙂 spijam od dziecka i nigdy się nie zastanawiałam nad właściwościami leczniczymi tej rośliny.

    2. Od dawna chcę kupić pasternak, żeby pokazać go potomnym. 😀
      Niestety u nas w małopolsce jeszcze go nie spotkałam a panie na placu targowym tylko machają ręką – a pocóż to pani – mówią – toć to zwykła pietrucha tyle że pierońsko słodka… 😀 Tak, czy owak marzy mi się spotkanie oko w oko z tym gościem (pasternakiem).

  2. Zaintrygował mnie ten sposób na zielony koktajl z owsem :> trochę się boję, że mi nie wyjdzie, ale to całkiem fajny sposób, zwłaszcza że ostatnio nie mogę nigdzie dostać jarmużu.
    Ja staram się robić zakupy na giełdzie owocowo-warzywnej, ale niestety można dostać tam tylko produkty, które schodzą… więc w środku sezonu np. bobu nie było. :<

  3. Inez, mam pszenicę. Wsiać ją teraz na grządkę? uda się? Miałam to zrobić w domu, ale skoro owies można…
    Warzywa kupuję na rynku, ale ponoć większość sprzedających to handlarze, nie rolnicy. A Twoje zakupy imponujące, aż zazdroszczę. Głównie kur, są piękne. Ciekawe, kiedy dadzą jaja.

    1. Tamaro, jeśli nakryjesz pszenicę, to być może wzejdzie. Owies jest jednak bardziej odporny na zimno. Poza tym to poplon, zielony nawóz. W domu nie będziesz musiała długo czekać na efekty. Zrób lepiej w domu.

      U mnie w mieście też jest taki pseudo rolny rynek. Większość sprzedawców to handlarze, chociaż czasem perełki można znaleźć. Na ten prawdziwy targ wybieram się do Stargardu Szczecińskiego, w niedzielę.

  4. Ładnie napisałaś. Własne kury..własne jajka. Samo zdrowie! Ja kupuję na bazarku. Większość to sprzedawcy, ale można też kupić np.swoją, brudną marchew. Znslzałam też msc.gdxie kupuję bezpośrednio , ale tylko od V do X. Za to pory z tego msc.to była czysta poezja!

  5. Mój nieoceniony sąsiad przynosi mi warzywa wprost do domu. Słodkie pomidory, przysadzista marchew, poskręcana pietruszka i cudnie pachnący seler….
    Podejmuję sąsiada kawą po turecku i słucham jego opowieści o pszczołach, jest bowiem pszczelarzem z prawdziwego zamiłowania. Od niego biorę m.in. propolis, a i miód zdarzy mi się kupić, choć chętnych jest zazwyczaj więcej niż samego miodu.

  6. Wracają do kur. Jak już wspomniałam w ogródku sąsiada są kury i kogut. Nigdy nie myślałam, że kogut tak dba o kury, dopóki nie rzuciłam dla nich pierwszy raz smakołyków. To on nawołuje pozostałe kury, że pojawiło się coś dobrego do jedzenia. Robi to takim gardłowym głosem. Pozwala także na zabranie swojego posiłku kurom. Byłam pod wrażeniem – dobry „mąż” dba o swoje „żony”. Twoje zakupione są piękne i takie jak u mojego sąsiada z ogródka. Życzę by niosły Tobie dużo, dużych jaj.

  7. Iness, czy wiesz co robić, gdy kura zaczyna kasłać a oddychając uchyla dziobek? Dwie spośród 13 pokasłują, jedna ma katar. Ziół na swoim wybiegu mają sporo i je skubią, podsypuję im pszenicy kupowanej od rolnika a ostatnio także ześrutowaną kukurydzę. Może to ta kukurydza im się dostała do płuc (część jest znacznie rozdrobniona i przypomina mąkę). Zaczęłam im mieszać kukurydzę z wodą by skubały ją sobie na mokro, ale już wiem, że więcej kukurydzy nie kupię. Co radzisz w takiej sytuacji?

    1. Gosiu, nie działo się to nigdy w moim kurniku. Nie kupuję jednak śruty, tylko pszenicę, owies i proso. Kurom daję czasem ostropest, słonecznik, konopie, siemię lniane, a nawet odrobinę pieprzu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *