Kanapka ze śniegiem.

Jest taka przepowiednia: „Kiedy spadnie ostatni liść ze złotego drzewa, ziemię pokryje śnieg”. Złote drzewo to klon, widoczny z okna mojej sypialni. Nie wyróżnia się zanadto przez większą część roku, ginie w gąszczu letniej zieleni i zimowych, nagich gałęzi. Za to jesienią okrywa się peleryną złotych liści i to właśnie on króluje w tej części lasu. Dęby, brzozy, topole już dawno stoją nagie, a klon ciągle ubrany, nie pozwala liściom opaść na ziemię i zamienić się w leśny kompost. Noc była niespokojna, orkan Ksawery wprawiał drzewa wokół mojego domu w szaleńcze tango. Wszystko fruwało w ciemnościach, liście, gałęzie, gęsie pióra i puste, plastikowe doniczki. Świsty mieszały się z trzaskami. A ja za nic miałam niebezpieczeństwo, skryta pod ciepłą kołdrą, chroniona solidnymi murami mojego leśnego domu. Dopiero świt opowiedział prawdę o sile żywiołu. Po pierwsze – złote drzewo całkiem nagie, ani śladu po złocistej szacie. Ziemia pobielona, jak w przepowiedni. Na ziemi pełno sosnowych gałęzi, aż nieprzyzwoicie zielonych, jak na tę porę roku. Najwyższa sosna straciła kitę – wielki kawał pnia, 30% korony.  Notowanie strat przerwało zaproszenie: „Podaję śniadanie. Kanapki ze śniegiem.” Ze śniegiem?

czarna rzepa

czarna rzepaOczom może ciężko wyłapać różnicę, ale buzia od razu się zorientowała, że śnieg na kanapce to czarna rzepa. To mój przysmak – od kilku tygodni warzywo numer 1. Zajadam ją w surówkach, gotowanych zupach. Dobrze komponuje się nawet w plackach ziemniaczanych.

Wstyd mi strasznie, kiedy wspomnę, że nie tak dawno czarną rzepę traktowałam jako surowiec niejadalny. Sok na odżywkę do włosów – zgoda. Szampon – jak najbardziej. Do jedzenia – nie. Jak złocisty klon, co nie pozwalał opaść liściom, tak ja, uczepiłam się zasłyszanej opinii, że czarna rzepa jest niesmaczna. Całe szczęście to przeszłość. A Ty? Masz takie stare liście ciągle na gałęziach? Poglądy, które cichaczem wyrosły na życiowe credo? Czy może dajesz się ponieść ciekawości i eksplorujesz świat smaków, aromatów? Podejmujesz wyzwania, chociażby kulinarne? Dla mnie wyzwaniem na najbliższe dni jest kiszenie kapusty, nie robiłam tego nigdy. Wyzwanie dla śmiałków – deser. „Na deser zjedz sobie pączki. Leżą na ziemi.” Ja skorzystam na pewno. Pączki sosny to bomba witaminy C.  Jadłam je wielokrotnie. Trzeba włożyć kilka pączków do buzi i żuć jak gumę, aż wypuszczą cały sok. Resztki na kompost. Smacznego 🙂 Dla mega eksperymentatorów zdjęcie papadów – bo chleb wcale nie musi być puszysty, to tylko utarta opinia. Przepis zamieściłam tutaj.

indyjskie papady

23 Responses

  1. Niestety rzepa kojarzy mi się z niezbyt smaczną surówką u rodziny. Okraszoną tysiącem słów jakaż ona zdrowa, aż się odechciewa jej jeść.. i nie mam do niej odwagi 🙁

    1. Olu, rzepa jest ostra i piekąca, a nie ma tam niesmaczności. Zjedz ją solo, może odkryjesz jej prawdziwy smak. Mogę chrupać nawet plasterek, dla rozrywki. Naprawdę mi smakuje.

    2. Bo rzepa, Drogie Panie, musi być otulona śmietaną, żeby miała dobry humor i nie gryzła… Jak to kobieta, musi być utulona… 🙂

  2. To ja jeszcze poproszę przepis na szampon i odżywkę do włosów oraz na kanapkową pastę z rzepy, bo na to wszysto narobiłaś mi strasznego apetytu 🙂 Pięknie piszesz, czysta magia.
    Ściskam serdecznie!
    P.

    1. Patrycjo, dziękuję :). Nastawiłam mlekowy wyciąg z rzepy, taki eksperymentalny. Niebawem opiszę szczegóły, a generalnie chodzi o to, żeby zmiksować rzepę na wiórki i zalać kwasem mlekowym 20%.
      Pasta kanapkowa – toż to zmiksowana rzepa i koniec. Fajnie smakuje z awokado, można zmiksować razem. Dzisiaj robię ciasto na papady i jeśli wyjdą mi takie z kieszonkami, to zrobię nadzienie z rzepą. Pomyślę póżńiej nad dodatkami 🙂

      1. Serio? i tylko tyle z tą pastą? Pamiętam z domu rodzinnego surówki z rzepy. Były zawsze do sobotniego albo niedzielnego obiadu zimą. Po śniadaniu mama ucierała rzepę na tarce do ziemniaków (chyba) i wystawiała miskę z tą tartą rzepą na balkon. Mieszało się to jeszcze kilka razy, a do samego obiadu papka była odpowiednio doprawiana. Pamiętam, że chodziło o odgazowanie rzepy. W innym przypadku, po takim obiedzie cała rodzina znacznie przyczyniłaby się do zwiększenia efektu cieplarnianego na świecie 😉

  3. Inez, do jasnej anielki, czy przestaniesz mnie w końcu zachwycać?

    P.S. Przecież z rzepy produkuje się preparaty na wątrobę. Faktycznie zdrowa i smaczna, nie jadłam w zupach, surówki fajne.

  4. ja przepadam za guzłowatymi, pozornie szpetnymi bulwami (np: seler, zwłaszcza od sąsiada, umazany ziemią i nią pachnący), które po rozkrojeniu uwalniają zachwycające aromaty i olśniewają czystymi kolorami.

  5. Jestem Twoją fanką Inez, masz tyle mądrości życiowych,ze zarażasz innych swoim sposobem na życie,chociaz od lat staram się żyć i odżywiać zdrowo to jednak mi daleko do Ciebie,ale muszę się pochwalić,że mając 68 lat mam idealne wyniki badań,cholesterol jak 40 lat wstecz i inne też dobre,optymizm mi dopisuje.Wiele osób określa mój wiek 55 lat.Pozdrawiam ULA

      1. Dzięki,muszę dodać,że siedem lat temu opuściłam mieszkanie w miejskim bloku i wyprowadziłam się na wieś,mieszkam pod lasem(rzut kamieniem)mam las od wschodu,las od południa,łąka od zachodu i mój kawałek lasu od północy,czyli mieszkam z dala od ludzi.Po 27-miu latach w bloku nareszcie mam ziemię pod stopami.Mam pełno roślin,które zaczynam poznawać,zbieram od kilku lat takie zioła jak:lipa,pokrzywa,macierzanka,kocanka,krwawnik i kwiat głogu.Suszę je,mieszam i od trzech lat pijemy przez okrągły rok ziołową herbatkę,dodaję na dzbanek jedna łyżkę hibiskusa,latem dodaję śiweżą miętę,bo ożeżwia.

        1. Jestem z Ciebie po prostu dumna, chociaż wiem, że tu nie ma mojej zasługi. Jestem też dumna sama z siebie, że zechciałaś czytać mojego bloga. Podziwiam Cię moja droga Uleńko.

  6. Od kiedy przypadkiem wpadłam na forum i „sklikałam” się z Tobą (nie wiem czy pamiętasz ale zaczęło się od przepiórki w szafie :P) – eksperymentom nie ma końca 🙂

    Mam jednak swoje suche liście:
    – brukselka jest ochydna
    – podroby są jeszcze bardziej ochydne niż brukselka
    – bieganie jest okropne

    było ich więcej np. „botanika jest nudna” jak mnie to śmieszy teraz, kiedy sama chodzę z nosem przy ziemi odszukując w głowie łacińskie nazwy różnych chaberzioków

    1. Suchy liść, którego jesteś świadoma – to nie taki groźny. 🙂 Najgorsze są te, co wpychają się do mózgu cichaczem i podstępnie.

      Przepiórki to był jednak niewypał. Wypuściliśmy je. Pół roku póżniej spotkałam jedną w trawach po pas – czyli radzą sobie na wolności.

      Bakterio – za łacińskie nazwy to Cię podziwiam, nie mam do nich głowy.

      1. Lubię gimnastykować pamięć. Niektóre nazwy same wchodzą do głowy. Czasem dłużej przypominam sobie nazwę polską niż łacińską. Takie np. Chelidonium brzmi wdzieczniej niż glistnik

          1. Pamięć do słów? Trzeba by ją ciągle trenować. Łacińskie nazwy są takie fikuśne, część z nich sama wchodzi do głowy, ale są i takie połamańce językowe nie do zapamiętania 🙂 Od kiedy przestałam się uczyć czuję jak zwoje mózgowe mi się wygładzają, chętnie postudiowałabym jeszcze, uwielbiam się uczyć. Nie da się mieć jednak wszystkiego na raz, mam 24 lata dwoje dzieci i licencjat z biologii, marzenia o doktoracie muszą na razie poczekać.

          2. Na moje oko to Ty się właśnie ciągle uczysz. W dodatku samych najpotrzebniejszych rzeczy. Doktorat z życia w zgodzie z biologią już Ci się należy 😉

  7. Świetny, uniwersalny sos, takie „ruskie tzatziki” (mój patent 🙂
    Jedna starta drobno rzepa (małe oczko) + jeden jogurt „typu greckiego”.
    Doskonałe, polecam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *