Herbata liściasta – z górnej półki.

Pamiętam, jak stawałam w markecie przed regałem z herbatami chińskimi (Camellia sinensis) – półki pełne kolorowych pudełek, egzotycznych nazw, w różnych cenach. Pakowane w Indiach, Chinach i na Sri Lance. Jedne z aromatem bergamotki, inne z dodatkiem jaśminu czy hibiskusa. Dzisiaj jest inaczej – sklepowe krajobrazy zastąpiłam błękitem nieba i zielenią chlorofilu. W poszukiwaniu dobrej herbaty liściastej wyszłam z marketu na świeże powietrze. Moja taktyka ucieszyłaby z pewnością  XVII-to wiecznego propagatora zielarstwa, księdza Jana Kluka, który stanowczo zniechęcał Polaków do picia chińskiej herbaty. Uważał, że Chińczycy pakują liście herbaty w „skrzynie ołowiem wylewane”, a co gorsze:

w taką skrzynię wchodzi nagi Chińczyk i nogami depce: łatwo się tu domyśleć, że i przy największey ostrożności , może iakowe zachodzić niechlujstwo przynajmniej nóg spoconych.

Ksiądz Kluk zamiast chińskiej herbaty zalecał: lebiodkę pospolitą, bukwicę zwyczajną, różę pomarszczoną, poziomkę,  przetacznik leśny, skrzyp zimowy. Nie jestem jedynym poszukiwaczem alternatywnej herbaty liściastej. Istnieją rejony, gdzie herbata chińska nie weszła nigdy do codziennego menu – na przykład na Bukowinie. Bukowina to kraina geograficzna obejmująca część Ukrainy i Rumuni, zamieszkana również przez Polaków. Jako codzienną herbatę pija się tam susz liści lipy, oregano, macierzanki, tymianku, mięty oraz liści i kwiatów głogu. Surowiec nie jest  zalewany wrzątkiem, tylko podgotowuje się go  w garnku. Każda rodzina ma inną ulubioną mieszankę. Zioła zbierane są na okolicznych łąkach, słynących z niebywałej czystości. Zbieracze nie mają botanicznego wykształcenia, często nie znają nawet encyklopedycznej nazwy ulubionej rośliny. Mają natomiast doświadczenie, przekazywane z dziada pradziada – o tym, jak roślina wpływa na organizm, jak smakuje i z czym ją łączyć dla lepszego działania. Nic nie stoi na przeszkodzie, by każdy z Was skomponował sobie ulubioną herbatę liściastą.  Dzisiaj przedstawiam kilka surowców z „górnej półki” – trzeba po nie sięgać wysoko, to liście drzew. Liście należy zebrać do końca maja, póki są młodziutkie,  ładne, zdrowe i bez szkodników. Ususzyć i umieścić w szczelnych słojach. Susz można zamienić  w smakowity napój o dowolnej porze roku. Wystarczy zalać wodą, jak tradycyjną herbatę chińską. Lipa – każdy chyba pija czasami herbatkę z kwiatów lipy, jest delikatna i bardzo smaczna. Lipowy liść ma również wiele cennych składników. To dobra baza herbaty liściastej, natomiast sproszkowany nadaje się jako dodatek do wypieku chleba. Na surowo – składnik wiosennych sałatek. Brzoza – liść brzozy to surowiec łagodny, a jednocześnie efektywny w działaniu. Pomaga utrzymać nerki, naczynia krwionośne i układ moczowy w dobrej kondycji. Wspomaga oczyszczanie organizmu z toksyn, jest moczopędny. Olcha – jej liście aktywizują układ limfatyczny. Przy stosowaniu olchowej herbatki znika problem obrzęków, a infekcje pojawiają się rzadziej. Łatwo rozpoznasz to drzewo, po suchych, zeszłorocznych szyszkach. Dąb – liść dębu to składnik herbatki usprawniającej trawienie. Polecany po spożyciu tłustych potraw. Topola osika – młode liście trzęsące się na wietrze mogą być okazjonalnym składnikiem herbatki. Surowiec zawiera kwas salicylowy, leczący stany zapalne. Głóg – liść i kwiat głogu stosowane są jako składnik codziennej herbatki w Bukowinie. Niektórzy jednak źle reagują na ten surowiec – obniża on ciśnienie i spowalnia akcję serca. Dziki bez – jego liść to świetny surowiec, pomocny w codziennym usuwaniu toksyn. Dostępny nawet w styczniu, lubię podjadać takie młodziutkie listki, prosto z krzewu (uwaga – surowe liście mogą wywołać niestrawność, można ususzyć – wtedy toksyny zostaną zneutralizowane)

 Każdy surowiec zielarski ma działanie lecznicze. Dotyczy to tak liści polskich drzew liściastych, jak i chińskiej herbaty, kawy, pieprzu, papryki czy pietruszki. Zachowaj ostrożność, włączając nowe surowce do diety, obserwuj reakcje organizmu. Warto spróbować „herbaty liściastej z górnej półki”, bo to bez sensu, żeby współczesny człowiek potrafił odróżnić smak cocacoli od smaku pepsi, a nie znał różnic między smakiem naparu z brzozy i olchy. piśmiennictwo: Ewa Pirożnikow „Postulowany przez księdza Kluka program zdrowotnego użytkowania pokarmowego dziko rosnących roślin jako lekarstwo na nędzę jednych oraz na nadmiar zbytków innych”

43 Responses

  1. A ja się zawsze boję, ze zbiorę coś nie tak – zielarstwo jest dość skomplikowane dla osoby, która nie ma mentora 🙂 i łatwo można sobie krzywdę zrobić.
    Albo to moje strachy, ale wolę jednak kupować w sklepie zielarskim.

    1. Miro, spodziewałam się takiej reakcji 🙂
      Zielarstwo jest skomplikowane, to prawda. Zielarstwo – czyli nauka o tym, jak leczyć ziołami. Jest jeszcze znajomość „dzikich roślin jadalnych” – to już nie zielarstwo, tylko taka dzika odmiana sztuki kulinarnej. W poście celowo porównałam liście drzew z kawą, pietruszką czy pieprzem – te substancje mają o wiele silniejsze działanie, niż liście drzew. Nie boimy się ich stosować, ponieważ mamy doświadczenie. Liście lipy, brzozy i olchy też przestaną straszyć, kiedy nabierzesz doświadczenia. Nasi przodkowie byli z liśćmi drzew za pan brat. Zwierzęta – również rozpoznają w nich pokarm. Kury uwielbiają młode liście lipy. W zeszłym roku zajadałam młode listki morwy, razem z …krówką. Koza – ona wie co najlepsze, potrafi ogołocić drzewo z liści i kory ;).

      Proponuję mały eksperyment: poszukaj dzikiego bzu i zjedz młode listeczki (są teraz na krzewach). Wystarczy 1 lub 2. Sprawdź, jak się po nich czujesz. Bogatsza o nowe doświadczenie?

      P.S. Liście niektórych drzew mają silniejsze działanie, np. kasztanowca – wpływają na krzepliwość krwi. Nie polecam ich na wiosenne sałatki.
      Więcej info o liściach drzew na blogu Łuskiewnik.

  2. Jak zwykle piękne zdjęcia i treść. Czytałam o plantacjach herbat i opryskach tam stosowanych i odechciało mi się mojej ulubionej białej herbaty bogatej w antyoksydanty.
    A jednocześnie mamy pod ręką za darmo i bez pestycydów nasze rodzime drzewa o niedocenionych składnikach…
    Niestety moje bzy śpią, ale mam świerka 🙂
    Czekam też na wspis o herbatkach z dolnej półki (mięta, melisa i reszta…) co nie znaczy że najgorsze, jak to w sklepach bywa.

    1. Aga – rozszyfrowałaś plan! Jest jeszcze półka średnia, na niej ukochane liście porzeczki.Wyborne, pięknie pachną. Półka górna też wymaga uzupełnienia: jest jeszcze herbata kwiecista, herbata….drewniana 😉 i najwyższy gatunek, ten z pączków.

      Odnośnie herbaty drewnianej: są to napary/wywary z kory drzew i krzewów. Korę pozyskuje się z młodych gałązek, nie z pnia – piszę o tym, bo kiedyś wyobrażałam sobie właśnie korę z pnia, jak o surowiec. W związku z tym mała wskazówka techniczna, dot. zbiorów: nie zrywam liści, tylko wycinam gałązki. Wiążę w pęczki i wieszam w suszarni. Schną szybko. Później liście wędrują do jednego słoja, gałązki do drugiego. Korę można pozyskać nawet teraz – pisałam o tym w zeszłym roku (zimowe zbiory- gałązki).

      1. Ja podobnie jak Mira nie bardzo znam się na ziołach, no może takie podstawowe to rozpoznam… dlatego też większość zamawiam w zielarniach. Herbatkę z „patyków” piłam. Tak z ciekawości chciałam sprawdzić czy to rzeczywiście można wypić o tej porze roku pewna byłam tylko brzozy. Dorzuciłam kilka igieł sosny i …można było to rzeczywiście wypić….Pierwsze doświadczenia z herbatką z kory mam za sobą teraz z niecierpliwością czekam na pierwsze oznaki wiosny… na świeże liście. Z suszonych mam liście brzozy, kwiat lipy, kwiatostan głogu i zaraz sobie zrobię taką herbatkę.

        1. Mario, uważam, że Twoje określenie „herbatka z patyków” powinno zostać na stałe wpisane w naukę o zielarstwie. Bardzo mi się spodobało.

  3. Ja jestem wręcz uzależniona od naparów, co prawda głównie pijam zieloną herbatę i napar z kopru włoskiego, miętę czy melisę. Parę razy przymierzałam się do zakupu liści lipy w sklepie, ale koniec końców zawsze tchórzę. Twój post mnie jednak zachęcił do spróbowania naparów z liści drzew.

  4. jaki piekny zielony wpis! dodaje otuchy, ze kiedys znowu wiosna bedzie 😉 ja z gornej polki to chyba tylko kwiat lipyz wlasnego lub maminego zbioru, ale chyba czas to zmienic 😉 ze srodkowej polki to ostatnio zaczelam kore kaliny pic – zgadnij gdzie o tym wyczytalam 🙂

    1. Super! Fajne rzeczy jeszcze są w sadach – taki liść jabłonki, rarytas! Ze środkowej: kora aronii. Fajny surowiec w sezonie przeziębieniowym. Ogólnie chodzi o to, żeby korzystać z tego, co rośnie blisko. Bez sensu marzyć o lipach, kiedy jabłonki pod ręką. Patrzmy na najbliższe otoczenie w inny sposób, odczuwajmy to współistnienie.

      Olu -i dla wielbicieli lipy: znasz te owocki lipowe? nazbieraj, utłucz w moździerzu i stosuj jako maseczkę, olej do skóry przewyborny.

      1. Sprawiasz, że coraz bardziej tęsknię za wiosną….Chyba warto byłoby się pokusić o zrobienie kalendarium zbiorów, bo moja lista z każdym Twoim postem się wydłuża…;) Biorąc pod uwagę zrozumiałe obawy „świeżaków” , może przydałoby się zrobić wspólny spis czego NIE łączyć w jednej mieszance- część ziół działa synergicznie, część- pewnie może negatywnie na siebie wpływać? Jak myślisz?

          1. Inez, no właśnie nie mam usystematyzowanego, powoli sama próbuję zbierać informacje i wyciągać wnioski. Babcia zaś zmarła, gdy miałam 15 lat i nie zdążyłam należycie wyeksploatować jej wiedzy:((( Ale, z tego, co pamiętam- zalecała, np., odległość czasową między ziołami, a sokami owocowymi (dziś lekarze też nakazują ostrożność w popijaniu leków sokiem grejpfrutowym, ha!). Na pewno zwracała uwagę na zioła wpływające na układ hormonalny, przecież inaczej zadziała coś, co jest estrogenne, gdy się to zażywa w pierwszej połowie cyklu, a inaczej w drugiej. Po babci zostało kilka notatników, czas się do nich dokopać i odszyfrować, może tam coś będzie?

  5. Cudowne wpisy najbardziej spodobała mi sie maseczka z kulek lipy 🙂 (owocki lipowe) .
    Dla mnie wystarczy samo czytanie a już czuję dobroczynny wpływ na moją duszę i ciało. Spoglądam w okno i widzę , że drzewa uśmiechają się do mnie i szepczą : już niedługo będziemy cie częstować smakołykami tylko nie przegap najlepszego .
    Serdecznie pozdrawiam zdrowo nakręconych 🙂

    1. Jesteście super! Ksiądz Kluk byłby z Was dumny – tyle zapału do zwykłych listeczków, to wspaniałe. Czekając na liście, nie przegapmy pąków 🙂

    1. Na wspomnienie lafiryndy….ślinka leci. Koniecznie trzeba ją rozpropagować w całym kraju, to pożyteczna roślina miododajna, znakomita na herbatkę. Zapamiętajcie tę nazwę: LOFANT.

  6. Własnie suszę listki brzozy.i mam w związku z tym pytanie.Czy ususzone listki rozdrabniać ,czy lepiej zostawić w całości?

  7. Ile ja się tu nowych rzeczy dowiaduję!
    Patrząc na moje prywatne zasoby czy mogę zrobić np. taką mieszankę: liście lipy, brzozy, bzu czarnego, porzeczki czarnej i czerwonej, jabłoni – czy coś się wzajemnie wyklucza?
    Pozdrawiam!

    1. Gosiu, dobra mieszanka : pobudza nerki, uszczelnia naczynka, wspomaga układ immunologiczny. Zmieszaj i stosuj 1 łyżkę na szklankę.

  8. Widzę, że jesteśmy podobnie zakręcone! Za kilka dni mam mini wykład nt picia herbat ziołowych, ale wg twojej nomenklatury będę omawiała te z dolnej i średniej półki. Sama pijam herbaty ze zmacerowanych liści maliny, porzeczki, poziomki oraz mieszanki z użyciem ziela, którego u mnie najwięcej – nawłoci pospolitej.

    1. Małgorzato, bardzo mi miło! Oczywiście wszyscy dobrze wiemy, że w tym wypadku niska i średnia półka jest równie wspaniała, co górna!

  9. Wspaniały blog! Mam pytanie: czy bezpiecznie jest używać liści zbieranych w lasach na przedmieściach Warszawy? Lub w ogrodach, również z przedmieść? Czy jednak stężenie zanieczyszczeń będzie w nich zbyt duże?

  10. Wisna w tym roku była wczesna, już czerwiec, liście na drzewach w pełni dojrzałe, a ja dopiero teraz czytam te wspaniałości. Czy te niezwykłe herbaty można również robić z liści czerwcowych, lipcowych? Kiedyś coś czytałam, że w niektórych roślinach, gdy liście nie są już młode, to pojawiają się jakieś związki toksyczne, ale nie pamiętam co to były za rośliny. :/ Cudowna autorka bloga tak pięknie pisze o współistnieniu. Można się zarazić i chyba mnie to spotkało, dlatego jestem w rozterce – czy muszę czekać na wiosenne młode liście, czy te letnie są tak samo dobre i również teraz mogę sięgnąć na tę górną półkę? Moc serdeczności dla Cudownie Ziołowej Iness.

    1. Kasiu cudowna, wiele liści teraz już brudnych, pogryzionych przez owady. Jeśli znajdziesz czyste, to rwij. Rwij też herbatę kwiecistą z górnej półki, ze środkowej i niskiej. Kwiaty jaśminowca, bzu czarnego, róże…tego teraz tyle, że nie wiadomo, na co patrzeć.

      1. Wspaniała wiadomość. Dziękuję Ci Cudownie Ziołowa Iness. W tygodniu jestem w strasznym mieście, ale już w piątek wieczorem … mmm, ten zapach mojego ogrodu 😀 – a właśnie tak cudownie zakwitły lipy … mmm.
        A dla liści rzeczywiście ten rok jest trudny. Gdzie się nie spojrzy to młode liście są pożerane przez mszyce, ale znajdę jeszcze jakieś czyste i niepogryzione, i zacznę uczyć się rozpoznawać smaki NASZYCH HERBAT 😀

  11. O rany! Weszłam tu przypadkiem i już wiem, że utknę na zawsze:-) Cudowny blog! Czegoś takiego szukałam. W końcu będę wiedziała co i kiedy jeść na spacerach. Głód mnie już nigdy nie zaskoczy;-))

    Pozdrawiam

  12. zapraszam miłośników zielarstwa na PODLASIE do KLUKOWA i CIECHANOWCA – w Ciechanowcu prężnie działa Muzeum Rolnictwa im. ks. Kluka a w tymże muzeum dział TRADYCJI ZIELARSKICH… co za niezwykłości!!
    pozdrawiam

    1. REwelacja i wielkie dzięki za namiary. Ksiądz Kluk to taki starożytny Łukasz Łuczaj, jeśli ktoś nie wie 😉

  13. Najlepsze herbaty biorą się „z niczego” – ot, zmieszałem liśc lipy z tym i owym, dodałem nieco korzenia prawoślazu i lukrecji – i po delikatnym posłodzeniu miodem spadziowym wyszło cudo herbaciane, w dodatku rozprawiające się z wrednym podziębieniem (niedawno).
    A wczoraj z braku lipy i pożeczki (a nawet mięty! – wyszły mi surowce „pijalne”) zmieszałem oregano, estragon, tymianek. lukrecję i prawoślaz – i też wyszła świetna herbata. Też ją lekko osłodziłem miodem, bo często to daje większą pełnię smaku i pewną „lepszejszość” 🙂 (Ale to się stosuje do niektórych mięszanin, nie wszystkich).

  14. uplne super blog
    nie som tu naposledy.
    Z gornej polki sme pili tejto jari caj z listov orecha vlasskeho. Chuti nezvycajne sviezo.
    Dakujem za nove tipy…

  15. Jak to jest z toksycznością liści (kory, niedojrzałych owoców) czarnego bzu? Bo w tym poście piszesz, że podjadasz listki z drzewa. A z tego, co czytałam to wszystkie części czarnego bzu są szkodliwe, poza dojrzałymi owocami.

    Podobnie z wrotyczem. W którymś poście pisałaś, że młode listki dodajesz do sałatek.

    Czy może młode listki tych roślin są nieszkodliwe/ mniej szkodliwe.

    Dzięki za odpowiedź 🙂

    1. Klajko, mam taką tolerancję na składniki z surowych części bzu. Jednak nie polecam wszystkim – mi akurat służą, inne osoby dostają niestrawności. Liście i korę warto więc zbierać, jednak koniecznie ususzyć przed spożyciem.
      Wrotycz to dość popularna już przyprawa, jajecznica z wrotyczem według Łukasza Łuczaja robi karierę. Listki dodajemy jako przyprawę. I zawsze sprawdzamy naszą reakcję na daną roślinkę. Wrotycz to lek ziołowy, przeciwzapalny i ochronny dla wątroby. Tutaj rozważania na forum, tytuł „czy wrotycz jest trujący” – http://rozanski.ch/forum/index.php?topic=1230.0

      1. …. Dwadzieścia lat temu spotkałem siedemdziesięcioletniego pana/wiozlem go do szpitala/, który nigdy nie chorował i znał nawet swojego lekarza w przychodni. Tajemnicą było wino z owoców czarnego bzu. Postanowiłem wypróbować ten surowiec i… Wyszło super, bardzo mocne koledzy smakowali i chwalili za smak barwę zapach i procenty….. no i się zaczęło; po drugiej kolejce, po około 10 minutach nastąpiła reakcja u pierwszego smakosza-zwrócił całą zawartość żołądka. Drugi zareagował po godzinie. Następni trzej nie donieśli wina w żołądku do domu/wypilismy cztery litry przez cztery godziny/
        Tylko ja i Marek delektowalismy się walorami i procentami „dzikiego wina „. Dopiero po tej przygodzie zasięgnąłem porady w” Domowy wyrób win „i się okazało że ja, Mareczek i znajomy lekarz tolerujemy takie wino.
        Polecam ten materiał na wspaniałe wino z małym zaleceniem; owoce lub kwiaty przegotowac/jeszcze wspanialsze wino wychodzi z kwiatów-rarytas.

  16. Liście olchy podczas suszenia mi sczerniały. Nie wiem czy tak powinno być.
    Podobno liście drzew powinno się zbierać tylko w konkretnych miesiącach, np . tylko w czerwcu. Czy to prawda? Dlaczego?

  17. Podczas suszenia liście olchy mi sczerniały. Nie wiem czy to źle?
    Czytałam coś że niby liście poszczególnych drzew powinno się zbierać tylko w określonych miesiącach, np. tylko w Czerwcu. To prawda? Dlaczego?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *