Zlot zielarski – napoje.

Konfitury i ciasta to trochę nie moja bajka, lubię tylko zajadać. Co innego napoje! Całe spektrum. Moje octy już trochę znacie, chociażby z zielonego stolika z prezentami 🙂 Na zlocie piliśmy:

SONY DSC

Fermentowany sok z brzozy – sok pozyskuję wiosną, zakręcam w butelkach zapełnionych pod korek i przechowuję w zimnym miejscu, czyli Skarbcu (leśna piwnica). Nazwa „fermentowany sok” wywoływała uśmieszki, goście liczyli na winko brzozowe 🙂 Napój był po prostu kwaskowaty, podobnie jak woda z ogórków: chodzi o fermentację mlekową, nie alkoholową.

Piwo na wodzie brzozowej zawierało sporo alkoholu, przyznała to nawet nasza zlotowa Komandoska. Piwo wykonane w technice opisywanej na blogu, zamiast wody zastosowałam świeżą oskołę (sok z brzozy).

Kawa żołędziowa, palona przy gościach, wywołała komentarze: „smakuje jak kawa po turecku”. I to był najlepszy komplement. Kawę żołędziową pito solo oraz z przyprawami korzennymi.

Kawa z przyprawami – częstowała nią Aga Radzi. Parzona w kawiarce, z dodatkiem cynamonu, karobu, kardamonu i kakao smakowała wspaniale. Każdy mógł skomponować sobie własny smak kawy.

Herbaty ziołowe – tu słowa uznania należą się Robin. Jej kompozycja przyćmiła wszelkie moje propozycje, była bezbłędna, słodkawa, łagodna, bardzo przyjemna. Skład to chwilowo tajemnica. W moich mieszankach były natomiast: 1:kwiaty róży i chabry, pąki jabłonki, liście lipy; 2: yerba mate, nasiona kolendry, rzepik.

Nalewki – hmm, a właściwie jakie były nalewki? Aga Radzi częstowała nalewką z trawą cytrynową, ja orzechówką i ziołówką Magdaleny, Ola duńską wersją Undenberga, Patrycja przywiozła Krople Toda z wiśniówką. Było wino z głogu. A, jeszcze miałam sklepowego szampana Muel, którym w końcu poczęstowaliśmy mrówki. Była też śliwowica łęcka, całkiem zlekceważona,  razem z szampanem leżała pod ławką. Wódkę czystą, sześciokrotnie destylowaną,  pozostawiono przy śmietniku. (?)

Wielkim powodzeniem cieszył się za to szampan z bzu. Na zlocie pierwszy raz w historii świata świętowaliśmy Sambucus Nouveau, święto bzowego trunku. Moja wersja była bezalkoholowa, pięknie się pieniła. Jak smak? Dzieci wracały po trzecią porcję, to najlepsza rekomendacja. Szampanem w wersji alkoholowej częstowała Patrycja. Aga Radzi schowała swoje buteleczki z szampanem, niby , że nie smaczne – właśnie pyszne, znalazłam, poczęstowałam się 🙂

Przepis na Sambucus Nouveau jest na blogu.

flaszkib

 

8 Responses

  1. Tam były tylko Wasze ręce, na tym zjeździe? 🙂
    Przypominają mi się kreskówki, gdzie dorośli byli obecni wyłącznie w postaci nóg. Wykorzystano to ironicznie w grotesce pt. „Cow & Chicken”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *