Zlot zielarski – nasze menu.

Cztery wielkie chleby – nie byle jakie, bo wielkie, jak koła samochodowe. Upiekła je dla nas Gospodyni ze Zlotowej Góry. Widziałam je jeszcze gorące. Nie, nie powstrzymałam się przed skosztowaniem. Monika, Rozalka i ja, niby małe myszki, degustowałyśmy chleb 15 godzin przed oficjalnym rozpoczęciem zlotu. Taka nasza mała tajemnica 🙂

jedzenie1

Obok chleba wiejski twaróg. Rozmiar? jak rakieta do tenisa, żaden inny nie pasowałby do naszego chleba. Jajka od kur ze Zlotowej Góry. A później? Zawrót głowy, delicje, o którym można marzyć. Rarytasy, jakich nie podaje się nawet na królewskim przyjęciu. Smakołyki robione przez naszych gości, tworzone z sercem, z najlepszych składników. Potrawy, które wprawiały w zachwyt i podniebienie, i wzrok.

cebula

Aga Radzi przywiozła cebularze i dżemy o wielu smakach, ciasto drożdżowe i ciasteczka owsiane z karobem. Robin – zielone cyklantery, nadziewane czosnkiem. Były białe sery, krowie i kozie, w różnych kształtach i o różnych smakach, nawet wędzone dymem z pokrzywy (Ola domowa). Ziołowa Wyspa przywiozła masło ziołowe, Ola z Warszawy pasztet z fasoli albo kalafiora, a może kotleciki z kalafiorem? Kalafiorowe danie na bank było. Placki ziemniaczane, pasta z pieczonej papryki, pasta z zielonych pomidorów, pesto z czosnku niedźwiedziego. Jeszcze jogurt domowy, produkcji Moniki gospodyni zlotu. Sos jogurtowy o pikantnym smaku. Słodka rolada. Pieczona szynka. Kiszone ogórki. Sól pokrzywowa. Owoce od Klaudyny. Chleb z kaszą jęczmienną od Patrycji…Potraw było jeszcze więcej, trudno wszystkie zapamiętać. Nie miałam nawet czasu wszystkich skosztować.soplica

Pamiętam za to doskonale, jak wracaliśmy z wyprawy po zioła w dolinę Raby i spotkaliśmy Malinową Kasię. Podziwialiśmy  oman wielki na poboczu wąskiej drogi. Zatrzymał się obok nas samochód. Kierowca w niebieskiej sukience zapytała:

-Jestem Kasia z Malinowych Ogrodów. Czy Ty jesteś Inez?

-Tak, to ja.

-Gdzie jest zlot? Przywiozłam coś dla Ciebie.

-Obozowisko jest na szczycie Zlotowej Góry, za 20 minut będziemy na miejscu. Jedź tam i rozgość się. Poczekaj na nas.

Po dziesięciu minutach Kasia Malinowa zjechała na dół i pożegnała nas słowami:

-Nie mogę czekać, jestem w drodze do Warszawy. Nadłożyłam drogi, żeby się z Wami na chwilę spotkać i podarować prezent. Prezent czeka na górze, pod twoim stolikiem.

Nie udało się zatrzymać Kasi na dłużej. Cudownie, że mogłyśmy chociaż zamienić kilka słów. Kasia odjechała do Warszawy. Pod stolikiem czekał prezent. I to jaki! Królewska uczta 🙂

  • syrop malinowy,
  • syrop z owoców czarnego bzu,
  • galaretka miętowa,
  • borowiki,
  • rydze,
  • chleb z pokrzywą.

Kasiu, dziękuję!MALINA

Wieczorem jedliśmy kanapeczki Agnieszki, na ciepło oraz tradycyjnie…kiełbaski. Kiełbaski wzbudziły sensację głownie wśród psów. Wielki pies Moniki, Oskar, głuchy i powyginany  ze starości, porwał sznur kiełbas i oddalił się od ognia. Mama Oli za nim, by kiełbasę odzyskać.

-Mamo, mamo, zostaw. Monika mówiła, że Oskar nie stracił morderczych instynktów. – wołała Ola.

-Nie ma tak. Duży je, to i małym się coś należy.

Mama Oli dzielnie odzyskała trzy kiełbaski dla małych piesków: Wąglika, Piesy i Suki. Wszyscy byli zadowoleni.

Skoro skończyło się na wędlinach.

Max (chłopczyk) opowiada zdarzenie sprzed miesiąca:

– Przyjechał samochód i pani otworzyła drzwi. I wyrzuca parówki, wyrzuca, wyrzuca, a za nimi kota. Wyrzuciła i odjechała.

Kot jest rudy. Poluje teraz na Zlotowej Górze i na pewno za tą panią nie tęskni. Ani za jej parówkami.

 

11 Responses

  1. Inez, ależ te pyszności pięknie opisałaś. Szkoda, że mam tak wiele nietolerancji pokarmowych i tak niewielu smakołyków mogłam spróbować 🙁

  2. ale ja elokwentna jestem 😉 prezenty od Malinowej Kasi były nieziemskie, chlebek z pokrzywą pyszny podpiekany na ognisku, a o prawdziwki to się ponoć bili 😉

    1. Tak mi się zapamiętało, że od Malinowej Kasi był sok z aronii z dopiskiem u góry „liściem” – kojarzę kształt etykietki i jestem pewna, że to był z aronii, bo to pierwszy sok z tych cierpkich owoców, który był po prostu pyszny, bez dziwnego posmaku.
      Idę się uśmiechać o przepis bo ani się obejrzę, jak aronia mi dojrzeje 😉
      Żeby nie było – wszystko co jadłam było pyszne, chociaż ja też nie wszystkiego skosztowałam 😉

  3. Sok z aroni był z liściem ten akurat 200 liści wiśni, można tez robić z liścmi maliny.plus płatki róży pomarszczonej…..odkąd go dostałam od koleżanki pokochałam aronię, a uraz kiedyś miałm jeszcze z komuny kiedy były bardzo modne cierpkie soki aroniowe wmuszane dla zdrowotności wstyd się przyznać znienawidziłam ten owoc ..a teraz return..:)) przepis podałam na blogu http://malinowe-ogrody.blogspot.com/2013/08/aronia-wraca-do-ask-i-indianskie-lato.html

  4. Ah Inez 🙂 nawet mój pasztet doczekał sie wzmianki 🙂 a właściwie nie doczekał, bo cały został na zlocie zjedzony 😉 Bylo rewelacyjnie 😀 całuje. Ola z Warszawy 🙂

  5. Wspaniałe przepisy i wspaniała energia! Czy na takie zloty można przyjechać? Ile kosztuje przygoda? Jakie są warunki uczestnictwa? pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *