Dlaczego warto zostać poszukiwaczem roślin.

DSC_0291 (1000x662)Letni poranek. Jadę rowerem na łąkę bez mojego ziołowego bloga. Nie zabieram szkieł. Ostatnio zbyt często odgradzają mnie od zieleni. Nie włączam w głowie funkcji notatnika. Jestem tylko ja i świat wokół. Koła ciężko toczą się piaszczystą drogą, wiatr kołysze gałęziami drzew. Wszyscy czekamy na najświeższą prognozę pogody, która rozstrzygnie: będzie deszcz, czy słońce. Czy chmury mają się rozwiać i odsłonić letni żar, który wysysa dzień po dniu życie z roślin lubiących wilgoć? Czy też wreszcie czyjeś zaklęcia okażą się skuteczne i deszcz ugasi pragnienie spieczonej ziemi? Scenograf nie podjął decyzji i upalna szarość króluje na łące.

Kocanki piaskowe – zakochane w słońcu. Mają dzisiaj w sobie tyle zapachu, że można je znaleźć bez pomocy wzroku. Wrotycz patrzy na mnie jednym okiem, drugie ma ciągle zamknięte w śpiworze. Trędownik za chwilę rozrzuci nasiona. Przetacznik kłosowy zastępuje swym błękitem błękit nieba. Trzmiele lgną do niego, całują pracowicie. Nasiona babki lancetowatej mają właśnie smak idealny, ciasteczkowy. Krwawnik ubielił kilkadziesiąt metrów wału nad rzeką. A za nim żmijowiec, piołun i krwawnica – czy to świat realny, czy dzieło sztuki? Moje oczy skupione na detalach botanicznych, wypatrują uczepu. Po chwili dostrzegam horyzont, któremu zapomniano narysować linię końcową. I znowu kwiaty, źdźbła, nasiona. A później wielkie niebo. Na koniec czarne, pękate porcje smaku – prawdziwe owoce. Wracam z koszem kolorów, z których radość jest potrójna. Pierwsza moja radość zdobywcy . Druga: wiedza, jak je spożytkuję. Trzecia radość człowieczka, który będzie z tych skarbów korzystał.

Tyle radości, przyjemności i piękna. Wiedza, umiejętności. Świadomość, spostrzegawczość. Niezależność. Różnorodność smaków.

Teraz zabieram Was ze mną. Zobaczcie sami – wyprawa motorem po zioła, herbatka z niecierpka, sitko z przyczepni.

Poszukiwacz roślin ma zawsze lepiej. Zielarska wiedza generuje konkretne zyski.

Jak zamieniłam liście trędownika na lina (rybę) i co to jest sól z liści podbiału.

Na koniec głos oddaję Basi – moderatorce forum zielarskiego, mojej wielkiej inspiracji do zostania poszukiwaczem roślin. Dziękuję Basiu, że „wywiodłaś mnie w pole”.

Mieszkam na skraju blokowiska na gdańskiej górce zwanej potocznie Moreną. Mam psicę i związane z tym codzienne obowiązki i przyjemności oczywiście. Jedną z przyjemności są codzienne dość aktywne spacery, bo psica energicznie domaga się zabawy jakimś porządnym kijem lub piłeczką.
No, to wychodzimy na ten spacer.
Pod drzwiami rośnie sobie z jednej strony żywopłot ze śnieguliczek, a z drugiej strony bezlitośnie poobcinany bez lilak, ałycza i głóg. Poza tym jest krzaczor jałowca, tuja i świerk kłujący. Pod krzakami rośnie podagrycznik i barwinek. Wiosną na trawie pojawiają się przebiśniegi, krokusy i cebulice.

Dalej, wśród z rzadka koszonej trawy widać pokrzywy, babkę szerokolistną i lancetowatą, ostrożeń polny, rosną róże fałdowane, modrzewie, buk, dąb, jawor, jarząb szwedzki. Dosyć z tej strony bloku, przejdźmy na drugą stronę, od południa. Od razu widać krwawnik, wrotycz, przy zasypanej piaskownicy rozchodnik ostry, pod balkonami nawłoć, przymiotno kanadyjskie, krzak jaśminowca, pnie się dzikie wino, czyli winobluszcz, przy chodniku rosną jesiony, głogi o rózowych kwiatach i jarzębiny. Za następnym blokiem, wzdłuż betonowego chodnika (asfalt z drugiej strony bloku), mamy luksus niebywały: szpaler niewysokich lip. Za chodnikiem zaczynają się mniej lub bardziej dobrowolnie porzucone dzikie działki. Ostatni działkowiec został wyrzucony argumentem spychacza, drzewa owocowe wycięto, ogrodzenia zlikwidowano, ale nic nie wybudowano, więc przyroda się stara, jak może: wyrósł ogromny łan malin – zeszłego roku zupełnie nie było w nich robaków – mniaaaammm. Poza tym osikowo – brzozowy zagajnik z pojedynczymi sosnami i wielkim dębem, na którym czasem jesienią pojawiają się boczniaki, szczeć, ałycze, a pod drzewami wczesną wiosną rośnie dziki czosnek, a później kuklik pospolity i pokrzywy. 

Za zagajnikiem jest ścieżka wzdłuż truskawek przerośniętych trawą, pod młodymi dębami i głogami. Na resztkach otwartej przestrzeni rośnie żarnowiec, ale maliny i większe krzaki w końcu go zacienią, chyba, że znów ktosie przelecą z piłami motorowymi. Ścieżką dochodzi się na skraj skarpy zarośnięty dzikimi czereśniami, schodzi się w dół plując oczywiście pestkami i wchodzi się w nieco inne miejsce: pojawiają się zarośla rokitnika, między którymi rośnie kilka gatunków przytulii, trędownik, różne wierzbownice, czarny bez, ocalałe stare sady, a niżej jeszcze jest wierzbówka kiprzyca. Po przejściu kolektora burzowego nakrytego betonowymi płytami skrótem, pod rokitnikami. orzechami włoskimi i czereśniami (mniaammmm) wchodzi się na krawędź następnej skarpy z której można zejść do małego bajorka. Skarpa została nasypana przez gdańskich urzędników miejskich, którzy potrzebowali parkingu pod Dyrekcją Rozbudowy Miasta. Wtedy zasypali ziemią z wykopów przyległe bagienko i część bajorka, a na zgłaszane uwagi palili głupa stwierdzając, że to było nadsypanie ulicy, a skarpę rzeczywiście trzeba umocnić, ale nie mają kasy. Coś spłynęło, coś zarosło i się umocniło, a życie toczy się dalej.

Bajorko małe, ale utrzymuje jakieś ryby, wędkarzy, gromady łysek, kaczek krzyżówek a w tym roku jeszcze parę łabędzi z piątką szarych maluchów. W bajorku rośnie moczarka, rdestnica, żabiściek pływający, pływa rzęsa, ktoś wsadził białego grzybienia, ja wsadziłam na brzegu wody wiecheć tataraku, rośnie sobie mięta, trzcina, pod którą jest tojeść rozesłana, uczep trójlistkowy, są żółte kosaćce, psianka słodkogórz, krzaki wierzbowe, w którym kiedyś nawet remiz uwił swoją „kolbkę” gniazdową. 

Wiosną do bajorka ciągną gromady żab, potem pływają w nim kłęby skrzeku, potem mnóstwo kijanek, a teraz już są malutkie, ledwo centymetrowe żabki. Niektóre żabolki mają błękitne grzbiety i to wcale nie żadna dżungla brazylijska, tylko gdańska dżungla miejska na starym wysypisku betonowych odpadów budowlanych, jeszcze z lat 80-tych

Dalej od wody rosną wielkie topole balsamiczne, młoda kalina, jakieś derenie białe, głogi, osiki, orzechy włoskie i znów zarośla rokitnika. Na krzakach rośnie jakiś powojnik, chmiel i wiciokrzew (przynajmniej geograficznie) pomorski. 

Chyba już można wspinać się ścieżką wzdłuż wiaduktu do góry. Chyba nam to zajęło jakąś godzinę 🙂

W planach ma tam być jakaś droga przelotowa, ale miejmy nadzieję, że to nieprędko będzie priorytetem naszych władców. Jest to świetne wybiegowisko dla psów, rozwydrzonej młodzieży, wędkarzy i… dzików. Teraz, latem ich nie widuję, ale zimą nie było dnia prawie, bym ich nie spotkała. W sumie dziki w mojej okolicy mają coraz gorzej, bo ich normalne wybiegowiska padły łupem budowlańców, to teraz wykorzystują każdy skrawek dzikszej, a bogatszej zieleni.

Pozdrowienia 🙂
Basia

 

4 Responses

  1. Inez i Basiu …, tak łatwo Wam przychodzi wyszukiwanie i nazywanie roślin po imieniu … Czy nie byłyście przypadkiem wiedźmami w poprzednim wcieleniu 😉 ?

  2. Cześć,
    dzięki za odpowiedź na moje poprzednie pytanie.
    Zastanawiam się nad pozyskaniem i spożyciem białej kory brzozy, zależy mi na betulinie w niej zawartej. Czy byłabyś w stanie doradzić mi jak to zrobić, czy w ogóle spożycie wchodzi w grę ( pewnie nie strawne, ale może po ugotowaniu?), czy zostaje jedynie opcja naparu, jakiegoś ekstraktu, maceratu? Ewentualnie o której porze roku najlepiej?
    Czy bezpiecznie byłoby odcinać kawałki nożem , czy też trzeba szukać tylko takich cieniutkich płatków kory, które łatwo odchodzą?
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *