Zioło koło.


Wracałam do domu w strugach deszczu – zmokłam. Mam badać pod mikroskopem krople, czy najpierw wziąć ręcznik i się po prostu osuszyć. Zmarzłam – mam zgłębić istotę zimna, czy lepiej ogrzać się przy kominku? Wybieram ręcznik i kominek.

Moja opowieść nie jest o deszczu, tylko o medycynie zachodu w konfrontacji z Ajurwedą i Tradycyjną Medycyną Chińską. W Europie liczą się laboratoria i wyniki analiz, na wschodzie – kondycja człowieka. Przyzwyczajeni jesteśmy do nazw naukowych, jak „stan zapalny”, „zwyrodnienie” – tak mówią lokalni lekarze. Słówka „wilgotny”, „zimny”, od których roi się w medycynie wschodu, wydają się egzotyką. A dziwne, bo przecież to towarzysze naszej codzienności.

Prezentuję dzisiaj prosty podział ziół, na zimne, ciepłe, wilgotne itd. – Zioło Koło. Narzędzie pomocne dla osób obeznanych z podstawami wschodniej medycyny, a inspirujące do nauki dla początkujących. Dzięki niemu łatwiej będzie dobrać zioło przy problemach z trawieniem, czy przeziębieniach. Osoby „zimne” znajdą szybko zioła rozgrzewające, „mokre” znajdą sposób na osuszenie, a „suche” – na nawodnienie organizmu.

Moje Zioło Koło to polska wersja Herbal Wheel, zaprojektowanego przez  Rosalee de la Forêt  dla Taste of Herbs. W kolejnej wersji Zioło Koła uwzględnię więcej roślin lokalnych. Zioło Koło należy sobie pobrać na komputer i korzystaj jak najczęściej!

KOŁO10

24 Responses

  1. Kategoria „wilgotne” czy „słone” w odniesieniu zo ziół nie jest może „naukowa” – ale już jako forma uporządkowania, mnemotechniki, zakodowania praktycznej wiedzy nt. ziół jest jak najbardziej OK. To po prostu obrazowe przedstawienie i pogrupowanie ziół ułatwiające korzystanie z nich. Było wiele takich szkół w historii, nie tylko w Chinach ale i w Europie. Jak wiadomo z liścia konwalii korzystano na tej podstawie zupełnie tak, jak dziś się korzysta – choć dziś jego działanie rozumiemy inaczej i głębiej. Z drugiej strony takie „koło” wcale nie jest czymś powierzchownym – bynajmniej. Ma się do współczesnej wiedzy naukowej mniej więcej tak, jak baśnie i legendy (będące skarbnicą mądrości) do tego, co dziś nazywamy wiedzą o świecie. Baśnie i opowieści sięgają głębiej i bardziej przemawiają do wyobraźni. Oczywiście nie zaszkodzi przemówić sobie i do suchego rozumu – bynajmniej 🙂

    1. Jak zrobić u Ciebie italiki? Lubię je, są ważne dla integralności wypowiedzi, ja się wypowiadam z niuansami które lubię podkreślać 🙂

    2. O powierzchowności tu nie mamy co nawet myśleć – paradoksalne zachodnie, nowoczesne podejście można nazwać powierzchownym. Takie piewrsze z brzegu: odchudzanie. Reklama przepisuje koktajl, czy tabletkę. A dzięki opisowej technice możemy zaobserwować, że tęga osoba: jest bardzo mokra (ma zastoje płynów) , gorąca (poci się i sapie). Koło oferuje nam wiele możliwości osuszenia i ochłodzenia. Składniki na herbatki i przyprawy do codziennego menu. Tu jeszcze powinny się znaleźć ziarna, owoce – cały pokarm. Bo ja nie widzę dużej różnicy między leczeniem jaglanką a tymiankiem – owszem, dadzą nieco odmienne rezultaty, jednak są równocześnie i lekiem, i pożywieniem.

      ps. u mnie wyświetla się cały panel do edytowania wpisu, u Ciebie nie?

      1. Panelu chyba nie widzę 🙂
        Oczywiście, że nauka nie sięga tak głęboko, jak by chciała – stąd przyznałem ową głębię tradycji właściwie bez zastrzeżeń. Nauka jest głęboka w swoim sposobie poznawania, ale w jakiś sposób również, z konieczności, spłycona. Być może nigdy nie uda się w sposób „naukowy” sklasyfikować produktów żywnościowych – zbyt to się wszystko robi zagmatwane, gdy rozpatrywać to na poziomie biochemii,. Z drugiej strony poznajemy właściwości pewnych szczególnych substancji (np. sangwinaryny) – lepiej rozumiemy jej możliwości ale i ewentualne zagrożenia związane z jej stosowaniem itd.

      2. I oczywiście tytuł ZIOŁO KOŁO też jest super.
        Ja lubię sobie rzutować „prastarą wiedzę” na sposób myślenia naukowi – i vice versa. Racjonalizuję i uzasadniam sobie – dla rozrywki i ćwiczenia umysłowego – prastarą wiedzę „nienaukową” 🙂

          1. Białczyński jest ogólnie szalony, ale w tego rodzaju wywodach nie brak mu głębokiej intuicji – która wg mojej koncepcji ‚intuicji poznawczej’ nie może być błędna, może być jedynie błędnie zinterpretowana:
            https://bialczynski.wordpress.com/tag/kopytnik/
            Ja ogólnie lubię szalone hipotezy – bo zresztą wyłącznie takie mogą w jakiś sposób przybliżać, choćby w wyobraźni, całą niebywałość istnienia. Stosunek do nauki mam też „białczyński”. Sprawa do dłuższego rozpisania.

          2. A pamiętamy, że z jednej strony „ucieczka od szaleństwa” daje nam suchą, nietwórczą mentalność kojarzoną z nauką i scjentyzmem, a z drugiej strony odmowa logicznego myślenia, odrzucenie nauki i bezkrytyczny „skok w szaleństwo” daje nam drugą, nie mniej uciążliwą odmianę cymbała… Potępiającego laborantów, uczonych i w ogóle ludzi myślących (logicznie) i twierdzących, że wystarczy prtzytulać drzewa 🙂

    1. Lutka, a robiłaś sobie kiedyś test na doshe? vata, pita, kappa? to ajurwedyjski test na określenie typu metabolicznego, właśnie z udziałem tych mokrych i suchych kategorii. Taki test uczy dostrzegać wilgoć w katarze, suchość w suchym 😉 kaszlu i trzaskaniu stawów, gorąc w potach, zimno w zimnych rękach – a rozwiązanie tych przypadłości właśnie na kole

      1. nawet nie wiem, „z której strony” mam się zabrać za taki test, co najpierw określić?, co obserwować, ewentualnie, do kogo się zgłosić by mi taki test zrobił, a nie mącił umysłu słowami „wody jak ognia się pani wystrzegaj….”

  2. czytam sobie o żółtlicy, borowinie, octach (nawet nastawiłam z resztki porzeczek czarnych, nadmiaru jeżyny), część dziurawca wysuszona, część się maceruje w oleju, nagietek też siedzi w oleju, przewspaniałym kremem magnezowym obdzieliłam rodzinkę, trędownik wysuszony, co ja się naszukałam na wsi wrotycza to nie uwierzysz Inez, okazało się, że wokół wioski nie rośnie ani jedna roślinka, za to przy drogach dojazdowych zatrzęsienie ale takie „drogowe” to nie dla zdrowia – wyprawiłam się dalej….po mokrej trawie, w butach chlupało, lało się za kołnierz ale wróciłam z naręczem zielska, w weekend zamierzam zająć się pokrzywą………eh, czasu mi brakuje, i powoli miejsca na strychu……może tak pięterko dobuduję :))
    (a tak mi się marzyło, że na emeryturze będę się „lenić”:))

  3. To niestety jest prawda. Masz dobry wynik morfologii i innych PODSTAWOWYCH badań to lekarz zamiast wysłuchać, że coś Ci dolega i skierować na dalsze badania powie ”morfologia w normie, wątroba w normie, proszę sobie nie wmawiać”… Eh.

  4. Pół dnia, albo i więcej rozmyślałam o tym kole. To, że nic z niego nie rozumiem wypływa z mojej niewiedzy na temat ayurvedy (i znikomej znajomości ziół). Chociaż coś niecoś słyszałam… jednak nic nie zdołało mnie zachęcić do zgłębienia tematu. Pewnie należę do promila ludzi, którzy mają wielką rezerwę do tematów Wschodu. Chodzi mi tu nie tylko o ich medycynę, ale ogólnie, kulturę. Wiem, że to wszystko tak fascynuje ludzi, ale nie mnie. Te kolory, bożki, obyczaje, dziwne wierzenia i religie, wszystko, co składa się na ich kulturę… eh. Nawet jeśli to brzmi ładnie, logicznie, i może nawet takie jest… cóż, nie pociąga mnie, a raczej odstrasza. (…)
    Wierzę, że dałoby się stosować to wszystko ‚po naszemu’, a nie po ‚ichniemu’. Zdaję sobie sprawę, że ‚nasi’ naukowcy trochę się pogubili w swojej pracy i goniąc za zyskiem skomplikowali wiele aspektów naszego życia, a szczególnie medycynę. Chciałabym znaleźć złoty środek tego wszystkiego.

    A tak na marginesie. Jakoś mi przykro kiedy ludzie wplatają magię w ziołolecznictwo. Magia to nie jest dobra rzecz! Szkoda, że leczenie ziołami jakoś dalej wiąże się z czarownicami itp. Zabobony, wróżbici, magia… To jest złe, nie wiem dlaczego ludzie tak bezmyślnie się w to bawią, choćby nawet nazywając Ciebie czarownicą. Wiem, że to ma być taki żarcik, ale jakoś mnie nie śmieszy, a straszy. Tak, ludzie muszą w coś wierzyć, taka już nasza natura. Żal mi, że szukają zaspokojenia w tym kierunku zamiast wierzyć w Boga i Bogu.

    1. Tasiu, nie jestem specjalistą od Ajurvedy, jestem na etapie rozbudzonej ciekawości. Wcześniej był etap niechęci, podobnie jak u Ciebie. Wielkim przełomem było dla mnie zrobienie testu na doshę. Zwraca się tam uwagę na tak oczywiste sprawy, to co widać gołym okiem. Idealnie rozszyfrowałam siebie i kilka osób, a zalecenia ajurwedyjskie okazały się być skuteczne. Mam ciągotki do naukowego rozwiązywania spraw, wydaje mi się jednak, że wtedy można właśnie zgubić istotę problemu. Dlatego właśnie warto się tym zainteresować. Etap pierwszy: przyznać, że to może mieć sens.

      1. Inez, nie wiem czemu, ale mam tą niechęć, lecz też przyznaję, że może mieć sens. Ale postaram się iść środkiem drogi 🙂 Chociaż na razie brak mi ciekawości, żeby zacząć szperać. Może trafię na jakiś argument (albo ktoś mi go podsunie), że kiedyś bardziej dojrzeję do ayurvedy 😉

    2. Z „załapaniem” tego sposobu rozumowania nie ma problemu, jeśli przeszło się już w przeszłości jakiś trening – np. gotowanie wg 5 przemian albo I Cing (powiedzmy, że znam się). Tak, to najwyraźniej ma sens, ale niewyrażalny „naukowo” tzn. naszymi narzędziami i naszym sposobem rozumowania. I przestroga: kto porzuca „nasz” sposób myślenia, ten grzęźnie w końcu w mętliku pojęciowym i poznawczym, staje się chodzącym przykładem bez-myślności spotykanym na rozmaitych forach, w tym altmedowych 🙂
      Warto uzupełnić nasze rodzime narzędzia tamtymi ze wschodu – dziwnymi, nie do końca zrozumiałymi ale – o dziwi – skutecznymi.
      Z moich rozmyślań:
      http://kaminskainen.salon24.pl/tag/49431,i-cing

  5. Hej, a jak zrobic test na typ – zimny, cieply etc? I jeszcze jedno pytanie, czy w Polsce sa jakies kursy ziololecznictwa? dzieki za super blog 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *