Tajemnica długowieczności – dzikie rośliny codzienne.

400 godzin krośnieńskiej przygody już za mną. Mam dyplom fitoterapeuty, nie czuję się jednak mądrzejsza niż tydzień, miesiąc wcześniej. Jeśli jednak pytacie, czy było warto, to mówię: TAK.
Krośnieńska fitoterapia nie uczyni z nikogo specjalisty od ziół, bo tego tylko dokonać może własna pracowitość, spostrzegawczość, zaangażowanie i doświadczenie życiowe – 400 godzin to stanowczo za mało. Aktualnie każdy ma nieograniczony dostęp do wiedzy, od prac sprzed setek lat (starodruki), po najnowsze raporty naukowe. Mamy wgląd do patentów, prac w językach całego świata, więc podstawy przyswajać trzeba sobie stopniowo, w rytm falowania mózgu. Sprint na uczelni jest dobry, jednak ogrom wiedzy może onieśmielić. Dla mnie  najcenniejsze doświadczenia z Krosna to kontakt z zawodowymi fitoterapeutami, odmiennymi technikami pracy, uświadomienie sobie własnej niewiedzy i niemożności zdobycia wiedzy kompletnej. Powiedzieć “nie wiem” to żaden wstyd, a znać tego, “co wie” – wielki przywilej.

Na liście moich “nie wiem” nie ma “nie wiem, jak zrobić zielarskie spotkanie” –  robię je już seriami i bardzo jestem szczęśliwa, że cieszą się uznaniem. Rozdanie dyplomów Zielarz-Fitoterapeuta przerodziło się w Zlot Zielarski, z pamiętną ekspedycją w górę potoku Panna pod dowództwem dr.Różańskiego (naprawdę szliśmy wodą, po kamieniach) i Wioską Zielarską na terenie PWSZ.

Zobacz, co działo się na zlocie – strona Zlotu Zielarskiego w Krośnie

 

Tradycją takich zlotów jest udział Ani i Artura z serwisu Oblicza Gruzji. Ich prezentacje robią na mnie zawsze ogromne wrażenia, to porcja wiedzy okraszona przygodą. Krośnieńskie występy tym razem w klimatach gruzińskich kiszonek, herbatek i sosu z mirabelek, jednym słowem „apteka na talerzu”. Sekretem długowieczności mieszkańców Gruzji jest wykorzystywanie dzikich roślin w codziennej diecie. Dyktowane jest to tradycją, dostępnością, wygodą i przede wszystkim smakiem.
Dzikie rośliny obecne są w życiu Japończyków, mieszkańców Krety i Gruzinów, czyli najbardziej długowiecznych ludzi Ziemi. Poszukiwacze Roślin są na dobrej drodze by dołączyć do grona rekordzistów, bo przecież nasza codzienność dzikimi roślinami jest malowana. Mamy nawet szanse na zwycięstwo w konkurencji – tradycje gruzińskie muszą się obecnie zmierzyć z zachodnim stylem życie, apteka na talerzu przegrywa często z apteką za rogiem.  Poszukiwacze roślin znają już zło czyhające w pigułce i są  nową falą rozumu, talentu i pomysłowości. Kreatywność Poszukiwaczy chwali sama Ania – “to w Polsce rodzą się nowe pomysły na wykorzystanie dzikich roślin, a Gruzini przestali eksperymentować, powielają wcześniejsze przepisy”.

Dzikie rośliny codziennie trafiają do naszych tkanek różnymi drogami. Przez żołądek do serca, dzięki kosmetykom botanicznym, które tak często prezentuję na blogu. Jest też sporo roślin spożywanych w formie preparatów ziołowych o nikłych walorach smakowych, a jeśli mowa o niesmacznych ziołach – kasztany są na pierwszym miejscu.

Kasztany (Hippocastani) nie należą do grupy roślin jadalnych, oferują jednak cenne właściwości lecznicze. Kasztany są jednym  z pierwszych surowców zielarskich stosowanych przeze mnie, darzę je wielką sympatią i cenię sobie skuteczność: m.in. uszczelniają naczynia krwionośne i działają przeciwzapalnie. W związku z powyższym sprawdzają się przy zapobieganiu żylakom, pękaniu naczynek, nadciśnieniu oraz uszczelniają naturalną barierę ochronną przed wirusami. Nie ma mowy o długowieczności bez sprawnych naczyń krwionośnych – to nimi przecież transportowane jest pożywienie do tkanek i wydalane toksyny. Ludzkie naczynia krwionośne mają łączną długość jak stąd na Księżyc, więc jest o co dbać.

Zobacz też Kasztany – ziołowy program antywirusowy.

Z kasztanów wykonać możesz intrakt:

  • zbierz kasztany w zacisznym miejscu, nie przy ulicy
  • pokrój je lub potłucz (nożem, tłuczkiem, trzeba po prostu rozdrobnić)
  • włóż do słoja na 1/3 objętości
  • zalej gorącą wódką do pełna
  • zakręć słoik i odstaw na 2 -4 tygodnie (mogą stać dłużej)

i zażywaj 3-5 ml dziennie, koniecznie w 100ml wody lub soku, bowiem nierozcieńczone są paskudne w smaku i w dodatku działają wymiotnie.

    • INTRAKT – to taka nalewka, w której alkohol jest podgrzany.
    • Podgrzewanie alkoholu – w urządzeniach elektrycznych, z dala od źródła ognia, do temperatury około 60stopni.
    • wódka – alkohol o stężeniu około 40%.

Praca wre. Bedzie bigos z kasztanów.

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Inez Herbiness (@inez_herbiness)

Moją odpowiedzią na przykry smak kasztanów jest preparat o nazwie Wewnętrzny Wzmacniacz  Żył. Jest to kompozycja o działaniu podobnym do znanego Venofortonu – wzmacnia, uelastycznia itd., w wersji, którą każdy może sobie zrobić samodzielnie. Wzmacniacz zbiera zawsze dobre recenzje, sprawdza się przy różnych dolegliwościach – od częstego kataru po opuchnięte nogi, strzykające stawy, pajączki etc. Przepis jest taki: połącz intrakt z kasztanowca z innymi ziołami  o podobnym działaniu, aby powstał smakowity preparat. Moja propozycja:

  1. Bardzo łatwa: 50ml intraktu z kasztanowca plus 50ml nalewki z aronii
  2. Łatwa: 50ml intrtaktu  z kasztanowca plus 50ml nalewki z aronii, plus 50ml wina poziewnikowego (przepis na wino jest tutaj)
  3. Zaawansowana: 50ml intrtaktu  z kasztanowca plus 50ml nalewki z aronii, plus 50ml wina poziewnikowego, plus 50ml nalewki z niedojrzałych orzechów włoskich
  4. Mój nowy przepis: 50ml intrtaktu  z kasztanowca, 50ml ekstraktu z kwasem bursztynowym z aronii i czarnej borówki, plus 50ml wina poziewnikowego, 50ml nalewki z niedojrzałych orzechów włoskich, 50ml przedmieszki z liści dębu, 50ml przedmieszki z kwitnącego ziela gryki.

Dawkowanie: 3-5 ml 3 razy dziennie w wodzie lub 0,5 ml pod język (trzymać w ustach 1 minutę)

Sprawdź, jakie inne rośliny pasują do przepisu.

Nie zniechęcaj się ostatnim przepisem – nie jest wcale skomplikowany. Po prostu składniki przygotowałam sobie wcześniej, a samo wykonanie preparatu zajęło mi 5 minut. Taką techniką posługiwał się sławny fitoterapeuta Madaus, a wykonane wcześniej składniki nazywał przedmieszkami ( od:przed-zmieszaniem). Takie przedmieszki możesz sobie robić samodzielnie. Intrakt kasztanowy jest jedną z nich.

Przedmieszki – sprawdź, jakie opisałam na blogu.

Informacja dla osób wykonujących Wzmacniacza według przepisu nr 4

Liście dębu i orzechy to surowce zawierające znaczną ilość garbników. Garbniki nie są towarzyskie, przyjaźnią się jedynie z kwasami i olejkami eterycznymi. Mogą wytrącać cenne związki (kłaczki, zawiesina i brak klarowności preparatu to najczęściej wina garbników). Klarowanie produktów zielarskich nie jest zalecane, bo prowadzi do usuwania składników aktywnych. Sztuka wykonania preparatu polega na takim łączeniu składników, by nic się nie wytrąciło. Możemy tutaj dobierać stężenia poszczególnych frakcji i zakwaszać preparat (super sprawdza się kwas bursztynowy).

Nowego Wzmacniacza wykonałam w związku z tym w taki oto sposób:

  1. do naczynia wlałam 50ml ekstraktu z dębu i 50ml orzechowego według przepisów zamieszczonych na blogu. Oba ekstrakty zawierają dużo garbników, nie kolidują ze sobą.
  2. w drugim naczyniu połączyłam 50ml ekstraktu z gryki z 50ml kasztanowego, wymieszałam i dodałam do naczynia nr 1 – składniki pięknie się połączyły.
  3. czarne owoce zagotowałam z dodatkiem kwasu bursztynowego, przecedziłam 50ml wywaru
  4. poziewnik gotowałam w wodzie 5 minut (1 szklanka ziela na 1 szklankę wody), przecedziłam i połączyłam z wywarem z owoców, na końcu wlałam do mojego preparatu.

Przydatne linki

Poszukiwacze Roślin na fb

Ziołowe chwalipięty

1000 roślin jadalnych

Książka z kolorowymi rycinami do rozpoznawania roślin

 

13 Responses

  1. Uff, prawie wszystko mam tylko apoziewnika za oknem, lecę jutro zbierać 😍 Tradycyjnie swietnie to opisałaś i dzieki ze stopniujesz trudności, na początku strasznie deprymują skoplikowane przepisy a tak po kolei człowiek sie wciąga ❤️

    1. Dzięki, zawsze możesz się wczuć w moją rolę i zaprojektować przepis, na wypadek, gdyby poziewnik nie rósł w okolicy…Tojeść ma saponiny przy – zwykły wywar, a skrzyp gotować z kwasem mlekowym.

  2. Ja i bez szkoły wiem, że nic nie wiem… miałam (MAM) jednak nadzieję na zdobycie wiedzy kompletnej u Twojego boku 😀
    Tymczasem: gratuluję Dyplomu i zazdraszczam 400 znamienitych godzin!

  3. No, przy moim ciśnieniu, jakbym wzięła choć kroplę soku z aronii, to bym się wykończyła. Już raz przez aronię wylądowałam w szpitalu. Ona gwałtownie obniża ciśnienie, dlatego uważajcie!!!

    1. No chyba trochę przesadzasz. Sama mam dość niskie ciśnienie, a sok i przetwory aroniowe zjadam codziennie w sporych ilościach. Nigdy nie czułam się po nich źle!
      Mgr Karolina Czyrwik-Dietetyk:
      „niskie ciśnienie nie jest przeciwwskazaniem do picia soku z aronii. Dzięki zawartości antocyjanów, garbników, witam i składników mineralnych, o działaniu antyoksydacyjnym, ma on dobroczynne działanie na układ krążenia i reguluje ciśnienie krwi”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *