W poszukiwaniu rodzinnej atmosfery – IV Zlot Zielarski

Trudno odnaleźć rodzinną atmosferę w grupie 300 osób. Wielość wątków rozprasza uczucia, wprowadza zamęt, zmusza do wysiłku. Trudno połączyć uściski, uśmiechy, łzy radości z listą rzeczy na tablicy ogłoszeń, zlotowym rozkładem jazdy, godzinami warsztatów, pokazów i tańców. Na początku jedynie dzieci widzą ład w programie wydarzenia, w tych rzędach liter i cyfr, obiecujących bransoletki, czekoladę, bushcraft, kąpielowe kule, malowanie, gotowanie i wszelkie leśne zabawy – te miliony radosnych sekund, scalone talentem Emilii Ziołowe Uroczysko. Dzieci spajają się od razu ze zlotowym tłem: pruskim murem Frajdy, wichrem znad zalewu, słońcem, deszczem, zapachami kadzideł, olejków, przypraw. Rozpoznały swoje podobieństwo, znalazły wspólne cele i wspólną radość.
Dorośli oswajają się wolniej. Tłum, ogrom możliwości, konieczność wyboru utrudniają sprawę. Co wybrać? akupunkturę, czy refleksologię, bańki czy świecowanie, apiterapię czy aromaterapię, tai-chi czy masaż tajski, jogę śmiechu czy jogę o świcie..Julita Budziszewska z Wolnego Wybiegu okiełznała ofertę terapii w zgrabny plan, ale nie dała odpowiedzi czy lepiej odpocząć, czy się zmęczyć? Chłonąć śpiew ptaków i zieleń arcydzięgla, czy zanurzyć się w bezmiarze wiedzy, doświadczenia, nowości, inspiracji? Czwartek zlotowy był jak niepozorny początek strumienia, piątek stał się burzliwym potokiem, wodospadem Niagara, szumem i hukiem. W sobotę rzeka zwolniła bieg.
O 19.00 świat odzyskał harmonię. Julia Doszna odzyskała głos. Aga Krok wyleczyła Ją czarnuszkowym olejem od Justyny Pargieły. Julia zaśpiewała, Julia i Grażyna. Nie istnieje dla mnie muzyka, która ma więcej harmonii ze światem, niż muzyka Julii. Barwy, rytm, natężenie, ni wyrażały niczego innego, niż prawda. To w tym takcie Basia  macha nogami – siedzi na ławce obok Luizy, omawiają chyba jej maść na zranienia, zapach cud. Luiza unosi śmiesznie ręce, też w Julii takt. Psy biegają po dziedzińcu. Dostojny pies na długich nogach i sprytny piesek z Gaju Oliwnego. Duża dziewczyna bawi się czerwoną smyczą, a malutka dziewczynka wspina się po schodach, obie w rytm pieśni. Ojciec całuje tę małą, słowa Patrycji, jej mamy kiedyś zmieniły moje życie. Magda bawi się hula-hop. Cały świat stał się jak teledysk Julii śpiewania. Mam tu tyle kadrów, tyle postaci, tyle ludzkich historii. Na te pół godziny wszyscy mamy tę samą gęsią skórkę, te same wzruszenie kręci nam się w oczach. Jesteśmy tu z gór, znad morza, zza morza, z pustyni – kompletnie inni, a całkiem podobni. To tu mówimy głośno tajne słówka o terapiach, ekstrakcjach, botanice i octach – rozumiemy się wzajemnie. Rozumiemy się pomagając  w pracy w wędrówce, gotowaniu, pienieniu, kremowaniu i testowaniu. Nić zrozumienia jak nić wełny w filcu na mokro, filcu na sucho, matematycznym hafcie, lnianej tkaninie ziołowych żadanic, bransoletkach, dzwonkach z piór. Jak kreska kaligrafii, jak cienka łodyżka w czerpanym papierze. To ta nić wiąże nas tak mocno, że tak mocno chcemy się dzielić i dawać. Alchemia.
Nie ma dobrego sposobu na relacjonowanie tych zdarzeń. Ten wir trzeba przeżyć. Dać się porwać. Kiedy przygoda kończy bieg, wszystko staje się jasne: to było coś. Na wspomnienie przechodzą ciarki. Sposób przytulania przy pożegnaniu powiedział mi wiele: zguba się znalazła. Rodzinny klimat w tłumie.

Dziękuję.

Plan/program zlotu (obiecuję uzupełnić)

23 Responses

  1. Dziękuję za ten wpis, Kochana! Mogę dzięki niemu zanurzyć się w energii i sile Waszych doznań, połączyć z własnymi (także mocnymi i cennymi!) i…. cieszyć się na kolejne! :*

    1. Inez, dziękuję z całego serca, za łzy wzruszenia, za radość obcowania z ciekawymi ludźmi, za wiedzę bez tajemnic, za naładowane akumulatory, a moja zagubiona torba tak jak ja nie chciała wracać i sobie została w sali kominkowe, bo mnie tam było dobrze. Jeszcze raz dziękuję bardzo

  2. Inez, tak pięknie to opisałaś. Jestem już w domu, siedzę i dziergam szydełkową firankę. W głowie ciągle Zlot, mój pierwszy. Tyle wrażeń. Tyle szczęścia. Dziękuję.

  3. Wzruszyłam się, łzy pociekły po policzkach. Masz rację – na wspomnienie przechodzą ciarki.

    I tylko strasznie żal, że tak szybko przeleciało, jak mgnienie oka, jak rwąca rzeka. Że tak szybko się skończyło…

  4. Dziękuję za ten cudowny wpis Inez nie byłam z Wami , ale czytałąc zatopiłam się w magìi, którą tam stworzyliście 😊 Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie mi dane poznać tak haryzmatycznych ludzi . Pozdrawiam Ania

  5. Poruszające i moje. Dałam się porwać. Popłynęłam z falą ludzi, czasów i emocji. Dziękuję Inez za to, że jesteś w moim życiu, tak pięknie <3 Dzisiaj już nie wierzę w życie poza ziołowe (wdzięczność Aga za te słowa). Odpoczywam biorąc do ręki mydła, wąchając olejki, wcierając w skórę krem, rozcierając językiem na podniebieniu wspomnienie smaków. Oglądam zdjęcia, które zrobiłam, czytam wpisy. Przymykam oczy i … czuję. Nie, nie tylko radość. Ból z emocji, natłok rozmów, mnogość energii. I żyję. To moje życie. Teraz nadchodzi czas odpoczynku. Do następnego razu, gdzie znowu oddam kawałek siebie.

  6. niemożliwe stało się możliwe – udało Ci się opisać atmosferę tego spotkania! Zmieniłaś moje życie i zmieniasz je dalej. Dziękuję <3

  7. Poczułyśmy się u Ciebie Inez jak na festiwalu dobrych emocji. Rzeczywiście trudno było nadążyć za strumieniem niesamowitych wydarzeń i warsztatów, więc naszym sposobem okazało się… poddanie się mu i przebywanie wśród pozytywnych ludzi. A wtedy już nic więcej nie potrzeba. Dziękujemy 🙂

  8. Na poczatku byl chaos… to moj pierwszy zlot, tak wlasnie sie czulam, nie wiedzialam, czego oczekiwac, ale wciagneliscie mnie w magie zapachow, kolorow, dotykow, glosow, wspanialej szczesliwej energii. Dziekuje Inez za ogrom twojej pracy, ktory pozwolil mi spotkac Przyjaciol z fb w realu, poznac, tych, ktorych pewnie nigdy bym nie spotkala. Jestem pelna podziwu dla doskonalosci organizacji
    . Jestem wdzieczna wszystkim, ktorzy z wyrozumialoscia odpowiadali na moje pytania, pozwalali bladzic i lagodnie prowadzili na wlasciwe sciezki. Moimi najwazniajszymi Dobrymi Duchami byli Beatka Podsiadly i Robert Anusz. Dzieki nim trafilam do Waszego grona i spedzilam ten fantastyczny czas, juz tesknie, dozobaczenia!!!!

  9. Po pierwsze dziękuję za grupę Poszukiwacze Roślin. Od dnia, w którym do niej trafiłam moje ziołowe życie nabrało obrotów. To takie ekscytujące, że starzy bezimienni znajomi stają się przyjaciółmi – nie zapomnę momentu kiedy Poszukiwacze przedstawili mi pannę Filipendulę, którą znam przecież z widzenia od dziecka. W jednej chwili zobaczyłam, że jest nie tylko piękna ale także bardzo wewnętrznie bogata. Dziś już nie zliczę wszystkich pozostałych odkryć. Więc jeśli o rodzinie mowa to ta grupa była pierwsza. Potem był mały zlot w Ustrzykach, mój pierwszy i drugi, w Porębie. To tam spotkałam na żywo osoby, które znałam tylko z grup zielarskich i blogów. Jak pięknie było poczuć, że trafiłam między swoich, bo „tam dom twój gdzie serce twoje”. Upewnić się, że moje samotne próby robienia „czegoś” z ziół mają sens 🙂 Czarnocin mnie nieco przytłoczył. Były chwile kiedy wypełniała mnie wdzięczność za każde słowo, każde spotkanie, każde odkrycie… I takie, kiedy musiałam znaleźć azyl, odejść na moment, popatrzeć w samotności na drzewa i dać się przewiać wiatrowi od zatoki. W końcu również dlatego przyjechałam aż z Podkarpacia. A wiecie, że przy wjeździe do ośrodka rośnie dąb Paweł – pomnik przyrody? No i właściwie dopiero teraz, kiedy nabieram dystansu, zaczynam układać w głowie opowieść o tym zjeździe. W mojej historii są ważne słowa, subtelne obrazy i łagodna muzyka. Ładnie to opisałaś Inez.
    Dziękuję, że robisz swoje. Pozdrawiam wszystkich, których mogłam zobaczyć, usłyszeć i zapamiętać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *