Dlaczego olejek lawendowy pachnie inaczej niż lawenda w ogrodzie?

Uwielbiasz zapach lawendy w ogrodzie, zapach lawendowych bukiecików, wrzecion, natomiast lawendowy olejek eteryczny uważasz za nieco dziwny? Jeśli tak, to ten post jest właśnie dla Ciebie. Wyjaśniam, dlaczego olejek z lawendy pachnie inaczej niż lawenda w ogrodzie i gdzie szukać zapachu, który znasz z lawendowego pola.

W tym wpisie:

Skąd w roślinie zapach?

Każdy chyba wie jak ważny dla życia rośliny jest proces fotosyntezy. Pod wpływem światła słonecznego, przy udziale wody i tlenu, roślina syntetyzuje substancje odżywcze. Kiedy zaspokoi pierwszy apetyt, syntetyzuje więcej specjalistycznych substancji, zwanych ogólnie metabolitami wtórnymi. Część z tych metabolitów możemy poczuć nosem – to zapach rośliny.

Pamiętam dzień, kiedy stojąc przy kwitnącej czeremsze pospolitej, poczułam, że muszę wydobyć z niej zapach (by zachować na dłużej). To był bezpośredni impuls do rozpoczęcia przygody z destylacją. Liczyłam na czeremchowy olejek, ale jedyne, co udało się uzyskać, to hydrolat o niespodziewanym zapachu migdałów. Dlaczego? Proces destylacji nie jest idealny: pozwala wydobyć tylko część zapachu rośliny. Tę część, która jest wystarczająco lotna i nie ulega zniszczeniu/przemianom w kontakcie z wodą i pod wpływem temperatury. Delikatny zapach kwiatów czeremchy uległ w czasie destylacji zniszczeniu. A lawenda? Duża część zapachu lawendy nie jest wystarczająco lotna by ulecieć z parą wodną w procesie destylacji.

Roślina to taka cudowna fabryka chemiczna. Wytwarza związki odżywcze i całą gamę metabolitów wtórnych – do tej grupy należą związki zapachowe. Slajd z kursu online Olejki eteryczne – jak używać bezpiecznie. Dostęp bezpłatny – Akademia Herbiness

Zalety i wady destylacji

Zbieram lawendę w ogrodzie, wącham, analizuję zapach. Ma w sobie dużo ciepła, świeżości i jednocześnie delikatną miękkość, podbitą zapachem siana. Za słodkie nuty siana odpowiadają kumaryny. Kumaryny to związki zapachowe zbyt ciężkie/duże/leniwe, by ulecieć z parą wodną i zostają w resztkach po destylacji. To właśnie dlatego nie ma ich lub jest niewiele w olejku eterycznym.

Zalety ekstrakcji rozpuszczalnikami

Inaczej przebiega ekstrakcja rozpuszczalnikami – w jej wyniku powstają konkret i absolut. Tu nie ma działania temperatury, nie ma znaczenia lotność składnika. Nic nie ulegnie zniszczeniu przez kontakt z wodą, bo woda tu nie jest potrzebna. W rozpuszczalniku rozpuszczą się lekkie i ciężkie związki zapachowe, czyli w ekstrakcie uzyskanym tą metodą mamy komplet składników zapachowych rośliny, w tym moje ulubione kumaryny. Czy to sprawi, że w końcu poczujemy zapach jak przy lawendowych żniwach?

Nie do końca. Absolut czasem wydaje się zbyt ciężki w porównaniu z zapachem rośliny. W absolucie lawendowym najpierw czuć lawendę jak na polu, potem siano, a na koniec zapach wkracza na terytorium znane z bobu tonka – tych nie odnajduję w moim lawendowym bukiecie. Dzieje się tak dlatego, że ekstrakcja rozpuszczalnikowa pozwala wydobyć wszystkie składniki zapachowe, nawet te, których wcześniej nie czuliśmy jak na przykład żywice. Z tego powodu również absolut róży czy lipy nie mają tej cudownej zwiewności znanej z natury. Stąd tyle pracy mają twórcy perfum – starając się odtworzyć prawdziwe zapachy kwiatów. Przypuszczam, że idealną lawendę uzyskasz, łącząc absolut z olejkiem lawendowym, w ulubionych dla Ciebie proporcjach.

Związane z tematem:

Olejek lawendowy a absolut

Oprócz bogatego zapachu w absolutach znajdziemy pewną pulę flawonoidów, kumaryn, chlorofil i inne składniki. Nic więc dziwnego, że absoluty to produkty o intensywnych i dość ciemnych kolorach. Pamiętajmy, że to bogactwo absolutów to czasem atut (w absolucie różanym karotenoidy to skarb dla skóry), a czasem problem. Porównajmy: olejek lawendowy można stosować na skórę w dość wysokim stężeniu, zaś absolut ma niski limit dermalny. Dlaczego? Dokładnie nie wiadomo, ale nie przeszkodziło to obniżyć limit dermalny dla absolutu lawendy do 0,1%, więc nie można jej zbyt hojnie stosować w kosmetykach i perfumach. Nic nie szkodzi, to silny i trwały zapach, sprawdzi się w tabliczkach woskowych i świecach, przeniesie Cię na plantację w pełni rozkwitu.

Jak powstaje olejek lawendowy

Olejek lawendowy wytwarza się metodą destylacji z para wodną. Ta technologia opiera się na podstawowej właściwości aromatycznych molekuł, czyli na ich lotności. W czasie destylacji lotne molekuły zapachu z kwitnącego ziela lawendy unoszą się wraz z parą wodną, następnie są schładzane i ulegają skropleniu.

Zapach i skład uzyskanego w ten sposób olejku eterycznego ściśle zależy od tego, jaką konkretnie lawendę destylowano. A lawendy są różne.

Zmienność składu oznacza przede wszystkim zmienność zapachu – to czujemy nosem. Slajd z drugiej części kursu online Olejki eteryczne – jak używać bezpiecznie. Po ukończeniu 1 i 2 części kursu otrzymasz certyfikat Akademii Herbiness. Część 2 dostępna w sklepie

Olejki lawendowe – jest ich wiele

Podstawowy podział to na lawendę lekarską, lawendę spikę i hybrydy tych dwóch gatunków czyli lawandyny. Olejek lawendy lekarskiej jest w tej puli najsłodszy, a lawenda spika ma najwięcej nut określanych jako medyczne: kamforowych i eukaliptusowych. Lawandyny są po środku, a wśród nich najsłodsza to kultywar (odmiana hodowlana) Super, a najbardziej „medyczna” to Abrialis.

Jeśli pragniesz precyzji, używaj łacińskich nazw botanicznych i mów: szukam olejku Lavandula angustifolia/officinalis czy też Lavandula x intermedia var. Abrialis. Choć czasami nawet botaniczna nazwa to za mało. Olejków lawendy lekarskiej Lavandula angustifolia mam w domu sześć i każdy pachnie nieco inaczej. Są to lawendy pochodzące z Bułgarii i Francji. Te francuskie mam z wysokich gór oraz niżej położonych terenów. Mam odmianę Maillette i Dives. Mam też taką rozmnażaną z nasion i wegetatywnie.

O różnorodności olejków lawendowych pisze Marta:

Olejek lawendowy AOP – z lawendą jak z dobrym winem

Lawenda kojarzy nam się głównie z Francją, krajami śródziemnomorskimi, może z Anglią. Pochodzi ze Starego Świata, ale już dawno rozsiała się po świecie. We Francji destylacja dziko rosnącej lawendy spiki rozpoczęła się już w XIV w., lekarskiej w kolejnym stuleciu, a za panowania Elżbiety I lawenda trafiła do Wielkiej Brytanii.

We Francji do lat 20. ubiegłego wieku destylowano lawendę rosnącą dziko, a dopiero później wprowadzano ją do uprawy. Do dziś rozróżnia się tam oba typy lawendy, podobnie jak lawendy rosnące na różnej wysokości nad poziomem morza. Dlaczego to ważne?

Rośliny rosnące w różnych warunkach będą różniły się chemotypem, czyli pewnymi substancjami chemicznymi, które produkują, żeby przyciągać lub odstraszać owady (zapylacze vs. szkodniki), walczyć z patogenami albo być nieatrakcyjnymi smakowo dla roślinożerców. Te właśnie substancje trafiają potem do buteleczki z olejkiem eterycznym.

Lawenda rosnąca na innej wysokości, w innym klimacie, na innym podłożu, z ludzką pomocą lub jej pozbawiona, będzie produkować różne substancje, a przez to inaczej pachnieć i działać na ludzi. Zmiany mogą następować z roku na rok w zależności od nasłonecznienia, opadów czy temperatury.

Nie powinno nas to dziwić. Zjawisko to jest nam doskonale znane, chociaż najczęściej kojarzone z innym, ale też jakże francuskim, produktem: z winem. Wszyscy wiemy, że są lepsze i gorsze roczniki w zależności od tego, czy rok był ciepły, suchy czy może wyjątkowo zimny. Znawcy win doskonale zdają sobie sprawę, ile zależy od terroir. Słowo to oznacza właśnie wpływ warunków klimatyczno-geograficznych na danym terenie na walory produktu.

Różnorodność lawendy we Francji może przyprawić o zawrót głowy. Po pierwsze rozróżniana jest dzika i uprawowa. Dzika, rosnąca na wysokości 500-1600 m n.p.m., dzielona jest dalej ze względu na położenie jej stanowisk na petite lavande (wys. 1200-1600 m n.p.m.) o wyższej zawartości estrów i silniejszym działaniu uspokajającym oraz moyenne lavande (450-1200) o niższej zawartości estrów. Natomiast uprawy lawendy znajdują się na wysokości 600-1200 m n.p.m.

Ponadto należy rozróżnić lawendę z nasion oraz rozmnażaną wegetatywnie. Pierwsza po francusku nazywana jest lavande population, a druga lavande clonale. W pierwszym przypadku każde pokolenie, każda roślina jest unikalna. Natomiast w drugim wszystkie są niemal identyczne. Lawenda z nasion ma bardziej złożony zapach i szersze zastosowanie terapeutyczne niż lawenda rozmnażana wegetatywnie. Przykładem lawendy rozmnażanej wegetatywnie jest maillette.

We Francji do terroir i jakości produktów regionalnych przywiązuje się szczególną wagę. Pod auspicjami rządowymi określone produkty spożywcze czy rolnicze z danego regionu są certyfikowane od 1981 r.  jako Appellation d’origine contrôlée (AOC) – „kontrolowane oznaczenie pochodzenia” lub appellation d’origine protégée – “chronione oznaczenie pochodzenia” (AOP). Są one przyznawane tylko tradycyjnym produktom regionalnym, które spełniają wysokie normy jakości jak wino, szampan, ser, a nawet nasza bohaterka – lawenda. Lawenda oznaczana jako AOP/AOC rośnie na wysokości minimum 800 m n.p.m. i rozmnaża się z nasion. Więcej na temat lawendy AOP przeczytacie na stronie jednego z jej producentów. Oznaczenie to ma chronić najlepszych producentów i wyróżniać ich pracę, a klientów informować o wysokiej jakości produktu.

Fragment opracowała Marta

Olejki lawendowe w sklepie

Ten post ma 2 komentarzy

Dodaj komentarz