Tuluza czy Londyn. Ocet Czterech Złodziei czy Siedmiu Aptekarzy? Legenda czy lek? Przemyśl… to!

Historia zastosowania substancji aromatycznych do ochrony przed chorobami

Tradycja stosowania aromatycznych ziół do ochrony przed chorobą i bakteriami ma wielowiekową tradycję. W starożytnym Egipcie skutecznie stosowano antybakteryjne żywice i olejki w celach medycznych oraz w procesie mumifikacji zwłok, chroniąc je przed całkowitym rozkładem.

W Średniowieczu nikt jeszcze nie słyszał o bakteriach, a za przyczynę chorób uznawano trujące powietrze – miazmaty. Zaobserwowano, że otaczanie się aromatycznymi przyprawami może uchronić przed chorobą. Nastała moda na pomandery, z fr. pommes d’ambre – ambrowe jabłka. Te metalowe, ażurowe kule, pełne przypraw korzennych szczęśliwi posiadacze nosili na łańcuszku na szyi. Wypełnienie średniowiecznych pomanderów zależało głównie od stanu majątkowego posiadacza. Oficjalna mieszanka, zalecana przez katedrę medycyny Uniwersytetu w Paryżu, składała się ze storaksu, mirry, drewna aloesowego (oud, agarwood), ambry, osnówki gałki muszkatołowej i sandałowca. To musiało kosztować majątek, bo do dzisiaj wiele ze składników to najdroższe surowce zapachowe świata.

Lekarze nosili maski, wypełnione ziołami aromatyzującymi wdychane powietrze. Perfumowali swoje szaty i nacierali ciało wonnymi substancjami. Charakterystyczny strój warto zobaczyć w internecie, wyszukując: plague doctor costume. Zainteresowaniem cieszył się też pachnący gadżet – skórka pomarańczy, wypełniona gąbką, namoczoną aromatycznym octem. Ludzie zaobserwowali, że tam, gdzie unosi się woń olejków eterycznych, łatwiej zachować zdrowie (fragment pochodzi z Podręcznika dla uczestników kursu Herbiness 2019: Olejki eteryczne w terapiach układu oddechowego. Perfumy terapeutyczne).

Octy i inne mieszanki aromatyczne

Sławnym eliksirem jest Ocet Siedmiu Złodziei – wyciąg octowy z aromatycznych ziół. Legenda głosi, że Czterech lub Siedmiu Złodziei grasowało w czasach zarazy w Marsylii lub Tuluzie. A może działali w obu? Po epidemii dżumy w 1580 r. w Marsylii wprowadzono zaawansowany system, który miał chronić miasto przed kolejnymi epidemiami. Zbudowano publiczny szpital, sprawdzano kwalifikacje lekarzy, a zawijające do marsylskiego portu statki przechodziły skrupulatne kontrole i kwarantannę.

Mimo to w 1720 r. do Marsylii wpłynął statek z Lewantu, który przywiózł na swoim pokładzie pałeczkę dżumy. Wkrótce wybuchła epidemia, która pochłonęła 50 tys. istnień ludzkich w samej tylko Marsylii i drugie tyle w regionie. Tuluzę epidemie nawiedzały zarówno w XVI w., jak i w XVII w., a w trakcie epidemii w 1628 r. sytuacja była tak dramatyczna, że z miasta uciekali nawet lekarze.

Złodzieje z Marsylii czy Tuluzy długo działali bezkarnie, bo tajemniczy ziołowy specyfik chronił ich przez chorobą. Schwytani w końcu przez władze stanęli przed wyborem: wyjawienie sekretu albo egzekucja. Złodziei nie trzeba było długo namawiać… Od tej pory po świecie krążą różne wersje Mieszanki Złodziejskiej.

Ocet Siedmiu Złodziei odznaczał się silną projekcją, czyli był mocno wyczuwalny, a zapach olejków był zintensyfikowany wonią octu. Olejki tworzyły jakby ochronną aurę wokół stosującej je osoby. W celach tworzenia takiej zapachowej aury stosowano dawniej również sole trzeźwiące, na bazie amoniaku lub stężonego kwasu octowego. Preparatem aromatyzowano np. chusteczkę – przykładano ją później do nosa lub rozprzestrzeniano aromat w pomieszczeniach machając chusteczką. Więcej informacji o Octach Złodziejskich znajdziesz we wpisie: Ocet siedmiu złodziei – legenda czy lekarstwo?

Podobno sam Cesarz Francuzów, Napoleon Bonaparte, stosował ocet aromatyczny do dezynfekcji podczas działań wojennych w Egipcie, kiedy spotykał się z rannymi lub chorymi żołnierzami.

Aromatyczny ocet – angielska alternatywa apteczna

Ocet Czterech lub Siedmiu Złodziei najczęściej kojarzy się z Francją, ale znane są, choć nie tak powszechnie, alternatywne wersje legendy. Źródło specyfiku zlokalizowane jest w nich w Anglii. Kandydatami na autora receptury według tych wersji nie byli przestępcy, a szanowani przedstawiciele zawodów medycznych.

Sama nazwa mieszanki w języku angielskim Four Thieves Vinegar mniej poetycko a bardziej pragmatycznie wywodzona jest od nazwiska Forthave. Robert Forthave miał w 1749 r. w Londynie stworzyć bardzo popularny ocet aromatyczny. Według innych źródeł Forthave to angielski zielarz, który działał dwa wieki wcześniej. Tak czy owak nazwa przyjęła się i z czasem została lekko zmieniona z Forthave’s na Four Thieves.

Inni z kolei przypisują autorstwo receptury George’owi Batesowi, XVII-wiecznemu lekarzowi. Bates dbał nie tylko o zdrowie angielskich monarchów, ale także przywódcy protestantów, Olivera Cromwella. Był współzałożycielem Royal Society, jednej z najstarszych narodowych instytucji naukowych na świecie. Ponadto był autorem publikacji naukowych, w tym Pharmacopoeia Bateana: Or Bate’s Dispensatory. Jednak w swojej recepturze na ocet aromatyczny na czas epidemii (Acetum antipestinentiale, Vinegar against the Plague) nie używa słowa thieves. Specyfik polecał do mycia, płukania gardła oraz drogą wziewną (fume). Czyli do kompleksowej ochrony skóry i błon śluzowych narażonych na kontakt z morowym powietrzem, miazmatami czy jakkolwiek wyobrażono sobie przyczynę epidemii. Jeszcze inni uważają, że receptura na słynny ocet powstała, a przynajmniej została rozreklamowana, w XVIII wieku w jednej z londyńskich aptek.

Poniżej składniki z receptury londyńskiego perfumiarza i chemika Septimusa Piesse, ojca współczesnej terminologii perfumeryjnej (więcej o jego zasługach w monografii olejku kminkowego). Receptura pochodzi z książki “The Art of Perfumery and the Methods of Obtaining Odours of Plants” z 1857 r.:

Weź świeże szczyty bylicy piołun i pontyjskiej, rozmarynu, szałwii, mięty i ruty – każdego po ¾ uncji, uncję kwiecia lawendy, czosnek, tatarak, cynamon, goździki i gałkę muszkatołową – każdego po drachmie, kamfory pół uncji, 1 uncję alkoholu jak brandy i 4 pinty mocnego octu.

Składniki aromatyczne poza kamforą macerowano przez dwa tygodnie w occie w szczelnie zamkniętym naczyniu. Następnie odfiltrowywano i dodawana kamforę rozpuszczoną uprzednio w alkoholu.

Polacy nie gęsi i swój ocet mają. A nawet driakwie

W przeszłości epidemie docierały też do Polski. Może Czarna Śmierć nie zebrała tu aż takiego żniwa jak na Południu, ale epidemie nie należały do rzadkości. W miastach mogły pojawiać się nawet co kilka lat. Często nawiedzały ludność osłabioną po wojnie, nieurodzaju czy innej klęsce. Z epidemiami walczono w Polsce w podobny sposób jak w innych krajach. Nie dziwi więc zastosowanie octów aromatycznych.

Dwie receptury z lat 70. XVIII w. podaje na swojej stronie Archiwum Państwowe w Przemyślu. Czytamy tam, że octy znajdowały zastosowanie jako przyprawa, dodatek do kąpieli, a także do dezynfekcji domowych powierzchni i odstraszania owadów. Skład jest oryginalny, a nawet tak bogaty, że można tu mówić już chyba o driakwi. Więcej o tym antidotum-panaceum o skomplikowanym składzie i legendarnym działaniu, w tym przeciwko zarazie, znajdziesz we wpisie na 1000roslin: Dziurawiec – driakwie, dziwożony i depresja.

Mieszanki Złodziejskie – lek na wszelkie zło?

Historia zastosowania octów aromatycznych sięga przynajmniej czasów Hipokratesa. W czasach zarazy ludzie stosowali octy aromatyczne głównie do profilaktyki. Czy z dzisiejszej perspektywy miało to sens?

Jedna z teorii mówi, że Mieszanki Złodziejskie mogły działać na zasadzie odstraszania zwierząt przenoszących zarazki (pchły przenoszone przez drobne gryzonie). Ponadto wiele patogenów można zniszczyć właściwą dezynfekcją. Sam ocet to najczęściej za mało, ale alkohole destylowane wzmocnione substancjami aromatycznymi mają już większe szanse. Dziś już na szczęście wiemy, jakie stężenie alkoholu jest skuteczne wobec bakterii czy wirusów. Kiedyś stosowano do dezynfekcji przemywanie, płukanki czy okadzanie. Zwłaszcza ten ostatni sposób wydaje się dziś mocno zapomniany. Być może jego współczesną reinkarnacją jest stojący obok komputera dyfuzor olejków eterycznych 😉

Choroby bakteryjne jak dżumę można dziś leczyć antybiotykami. Jednak jeszcze sto lat temu nie mieliśmy antybiotyków. Wiele roślin produkuje w specjalnych komórkach, trychomach, lotne substancje aromatyczne m.in. do własnej ochrony przed patogenami. Substancje te możemy ekstrahować na różne sposoby m.in. przez macerację w occie czy destylację z parą wodną. Wiemy dziś, że wiele z nich ma działanie antymikrobowe np. antybakteryjne. Znamy olejki eteryczne, które działają niszcząco nawet na antybiotykooporne szczepy bakteryjne. Badania wykazały nawet przypadki synergii antybiotyków i olejków eterycznych. Oczywiście kilkaset lat temu ludzie nie mieli takiego dostępu do olejków eterycznych jak obecnie. Nie mogli więc wykorzystywać ich pełnego potencjału.

Inne metody, które stosowano w poprzednich epokach do ochrony przed epidemiami, to wspomniany system: kontrole, kwarantanny oraz wykwalifikowany personel. Ten ostatni zabezpieczony odzieżą ochronną i maską, często z dodatkiem substancji aromatycznych. Brzmi znajomo?

Podsumowując, działania podejmowane w poprzednich epokach podczas epidemii zmierzały w dobrym kierunku, chociaż z różną skutecznością. Kontrole, kwarantanny, izolacja, przeszkolony personel, odzież ochronna, dezynfekcja i stosowanie najsilniejszych dostępnych preparatów antymikrobowych – wszystko to swoją kontynuację ma do dziś. Również z różnym skutkiem i w oczekiwaniu na Chorobę X.

3 Responses

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *