Premiera myjko-żelków, czyli kompot z bukietu i szampon z galaretki

Nie zabrałam do Leśnej Osady zbyt wiele. Rozdałam przeszłość, spakowałam, zostawiłam. Wszelki ziołowy nadmiar i dobrobyt, przepełnione półki, pełne kartony i słoje zostały w całkiem innym lesie. Teraz obserwuję kiełkujące potrzeby, radość okrywania i zdobywania tego, co potrzebne.

Najbardziej potrzebna jest woda. Na szczęście wody mam dużo. Z jednej strony strumień, z drugiej dzika rzeka. Jezioro, liczne źródła, śródleśne stawy, podmokłe łąki, torfowiska i Bagna. Tuż za wodą trzeba mi czegoś, co pięknie myje talerze po naleśnikach z jagodami, czyści skórę i pozwala włosom lśnić. Mydło to klasyka ludzkich poszukiwań czystości, niestety, w połączeniu z moją wodą bogatą w minerały, nie daje włosom ani gładkości, ani blasku.

Mydło nie rozpuszcza tłuszczu (brudu) w wodzie – to tylko takie złudzenie. Molekuły mydła są ujemnie naładowane z jednej strony i tylko ta strona ma zdolność rozpuszczania się wodzie. Ogonek mydlanej molekuły lubi tłuszcz, przyłącza więc drobinki tłustego brudu. To wszystko daje zawiesinę tłuszczu w wodzie. Na takiej zasadzie działają środki myjące (środki powierzchniowo czynne).

Problem z mydłem pojawia się, kiedy używamy wody o wysokiej zawartości minerałów. Jony wapnia, magnezu, naładowane dodatnio, przyłączają się do ujemnego ładunku zamiast wody. Molekuła mydła wygląda wtedy tak: z jednej strony jon wapnia/magnezu, a z drugiej tłuszcz. Dla wody nie ma tu miejsca. Mydło słabo myje, słabo się pieni i zostawia osad. Dlatego mydła magnezowe nie myją, są  jak smar do nart, a mycie się mydłem podczas kąpieli magnezowej grozi poślizgiem.

Rozwiązanie: zmiękczanie wody (na przykład przegotowanie – minerały osadzą się na ściankach czajnika), zastosowanie deszczówki, zmiana receptury mydła na odporną na twardą wodę lub użycie innego środka myjącego, takiego, któremu nie przeszkadzają jony wapnia ani magnezu. Z takiej potrzeby kiedyś wymyślono syntetyczne detergenty, od SLS po niejonowe środki powierzchniowo czynne. Do środków niejonowych należą między innymi glukozyd decylowy i glukozyd kokosowy, uznawane obecnie za najłagodniejsze syntetyczne detergenty. Inna nazwa tych substancji to tenzydy cukrowe. Są biodegradowalne, uzyskane z surowców odnawialnych, bez śladu petrochemii (cukier z kukurydzy i kokosowe kwasy tłuszczowe). Elegancko się pienią, są delikatne dla skóry, dopuszczone do użycia w kosmetykach organicznych i nie przeszkadzają im jony wapnia ani magnezu.

*syntetyczne środki powierzchniowo czynne to jak puszka Pandory. Im więcej wiem, tym więcej wątpliwości co do zasadności stosowania w kosmetyce osobistej. Technologia produkcji nie jest tak jasna jak produkcja mydła, polegająca na łączeniu ługu z tłuszczem – łatwa do samodzielnego wykonania. Często trzeba używać katalizatorów i różnych przyspieszaczy, których nazwy nie brzmią już tak przyjemnie jak cukier i kokosy. Na szczęście pojawia się moda na biosurfaktanty, czyli środki myjące, uzyskane w procesie syntezy mikrobiologicznej (produkowane przez drożdże, bakterie, pleśnie). A moi myjący ulubieńcy to saponiny – związki powierzchniowo czynne, występujące w roślinach (np. w orzechach piorących, kasztanach, mydlnicy, sarsaparilli).

Szampon przywracający blask (i czystość) włosom – przepis

W przepisie zastosowałam glukozyd decylowy i betainę kokamidopropylową do pary, dla wzmocnienia efektu piany. Łączenie detergentów nie jest konieczne, szampony z samym glukozydem są bardzo fajne. Stopień pienienia zależy od ilości detergentu.

Zbierz bukiet kwiatów z sierpniowej łąki, na przykład krwawnik, niecierpek, tojeść, czyściec, komonica, wiązówka, mięta, mydlnica, płatki róży, ostrożeń warzywny, 2 jabłka, garść porzeczek czerwonych, kilka liści klonu (surowce do wyboru lub wszystkie razem).  Odrzuć twarde łodygi. Pokrojone owoce,  liście i kwiaty umieść w garnku, zalej wodą ponad poziom surowca,  na każde 2 litry wody płaską  łyżeczkę kwasu bursztynowego (opcja + łyżeczkę glukonolaktonu). Całość doprowadź do wrzenia, gotuj 3 minuty pod przykryciem, na małym ogniu. Odstaw do ostudzenia. To jest kompot z bukietu. Baza do wykonania stu różnych kosmetyków, na przykład szamponu.

Składniki szamponu

  • 100g kompotu bukietowego
  • 50g wody z solą z Morza Martwego (użyłam pół łyżeczki soli)
  • 100g hydrolatu z róży damasceńskiej
  • 25g glicerytu żywokostowego
  • 20g betainy kokamidopropylowej
  • 18g glukozydu decylowego
  • 4g ojeju jojoba
  • 0,5g oleju rokitnikowego
  • 4 krople D-pantenolu
  • 4 krople skwalanu
  • 3g olejków eterycznych (mieszanka grejpfrut biały, lawenda, owoce kolendry, drzewo herbaciane, kardamon i davana)

Kolejność dodawania składników jest dowolna. Wymieszać delikatnie łyżką, żeby nie spienić. Powstaje rzadki płyn, niewygodny do użycia jako klasyczny szampon. W celu zagęszczenia szamponu zazwyczaj dodaję gumę ksantanową, czyli wielocukier, uzyskiwany w fabrykach, na drodze syntezy mikobiologicznej. Guma jest niedroga i niezwykle wygodna w roli zagęszczacza: nie zmienia właściwości przy zmianie pH ani temperatury preparatu. Działa skutecznie w preparatach zasadowych i kwaśnych, można ją zagotować lub zamrozić. Po prostu wspaniała. Ma jedną wadę: użyta w nadmiarze daje uczucie lepkości na skórze. W moim nowym przepisie zastępuję gumę ksantanową karagenianem z wodorostów, czyli naturalnym wielocukrem o właściwościach zagęszczającym. Karagenian to zabawa i świetne nawilżenie skóry/włosów.

Do mojego przepisu dodałam 5g karagenianu. Szampon uzyskał nieco gęstszą konsystencję, wygodną do aplikowania z butelki.

Zabawy z karagenianem

Karagenian świetnie rozpuszcza się w zimnej wodzie lub hydrolatach. W pH neutralnym można uzyskać bardzo gęsty produkt.  Rozpuszczany w płynie o odczynie kwaśnym, jak szampon, nadaje jedynie konsystencję syropu.

A teraz trik (zrób to przed dodaniem olejków eterycznych)

  • ogrzej szampon do 55-60stopni
  • przelej do foremki
  • dodaj po ostudzeniu do około 45 stopni dodaj olejek eterycznych
  • poczekaj kilka godzin
  • wyjmij z foremki Myjko-żelka
  • myj się radośnie, tak, jakby to było mydło/szampon w kostce

myjko żelki

Myjko-żelki inspirowane są ofertą firmy Lush. Przyznam, że pierwszego żelka wykonałam z ciekawości, o co tyle hałasu – mycie się galaretką nie wydawało mi się niczym szczególnie fascynującym. A jednak jest w myjko-żelkach to coś, co sprawia, że w głowie mam już setki pomysłów na receptury, poczynając od porzeczkowej z olejkiem davana, ogórkowej, węglowej, z mleczkiem kokosowym, sokiem z niecierpka, ziemią fulerską itd. Myjko-żelki nie naruszają charakteru ekstraktów ziołowych.

Wykonując samodzielnie myjko-żelki pamiętaj:

szampon z karagenianem będzie mieć formę płynną, dopóki nie ogrzejesz go do temperatury 40 stopni. Temperatura inicjuje proces formowania żelków. Żelki można powtórnie rozpuścić, podgrzewając powyżej 40 stopni, ponownie wlać do foremek – żelki nie odzyskają konsystencji syropu.

przed rozlaniem żelków do foremek warto ogrzać płyn do około 55 stopni, ta temperatura pozwala na rozlanie całego szamponu, bez ryzyka zastygania żelków na ściankach garnka.

Żelki pienią się fantastycznie w kontakcie z ciepłą wodą, są super do mycia włosów. Jeśli nie ulegniesz magii żelków i będziesz stosować rozsądnie (tyle ile trzeba), to stanową bardzo ekonomiczną formę dozowania szamponu. Oczywiście, możesz wpaść w nałóg i myć się godzinami, a wtedy zapasy odnawiać trzeba będzie co chwilę…….

Kolejny punkt na liście potrzeb to płyn odstraszający komary, szczególnie potrzebny, kiedy kąpię się w podniebnej, starożytnej wannie, w wodzie gotowanej na ogniu.

6 Responses

  1. A we mnie zakiełkowała potrzeba audio wersji Twojego bloga… czyta się Ciebie z przyjemnością, ale tak dawno Cię nie słyszałam…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *