Obudziłam się po godzinie dziewiątej, oznaka niedzielnego lenistwa. Słyszę pianie koguta. To Leonardo, kogut blondyn, nowy król lasu. Zajął miejsce Kadafiego, porwanego przez leśną bestię lub kosmitów. Szara mgła za oknem miesza się z szarym dymem z komina i mam wrażenie, że cały świat przepełniają moje szare komórki, neurony, miliony myśli. Rozleniwia mnie to bez reszty i ambitne plany wykonania 15 projektów w 6 godzin stają się nagle takie odległe. Jedyne o czym myślę to głaskanie kur i kotów.
Wychodzę z domu w gęstą mgłę. W wolierze nowe kury. Małe, delikatne i nieuczesane. Ich czarne pióra mienią się zielenią i granatem. Głaszczę jedną i czeszę. Jest niespokojna i pręży delikatne mięśnie, po chwili się uspokaja.
Głaszczę czarnego kota. Jego miny to graficzny wyraz słów: urodziłem się, by być rozpieszczanym, nie licz na żadne jajko.
Niedzielne lenistwo – dobry czas na oglądanie prezentów. Oto buteleczki z olejami – półprodukty do mydeł i kremów. Puste buteleczki z ciemnego szkła i mini słoiczki . I już mam kilka pomysłów, co znajdzie się w tych naczyniach, zainspirowały mnie do działania.
Rwę tłuste pączki topoli balsamicznej, mokre i zimne po porannym przymrozku. Pod nagim drzewem leżą liście wielkości dłoni. Bardzo charakterystyczne, wybarwione na szaro i czarno. Bez śladu brązu, czerwieni czy złota.
Pąki topoli balsamicznej mają do 4cm długości i kształt kocich pazurów. Mają ostre wierzchołki. Łatwo rozpoznać i pozyskać takie giganty. Można jeść surowe, są bardzo aromatyczne, lepkie i mają wyrazisty smak – zasługa żywic i olejków. Może włożę kilka do pudełka po tik takach i wylansuję nową modę? Będziemy je nosić w torebkach i kieszonkach, zajadać przy pierwszym „a-psik” czy łamaniu w kościach, przemarzniętych stopach i dłoniach. Może zrobić takie w polewie czekoladowej i miodowej? Tak, to przyszłość fitoterapii.
Zbieram około 250 ml pąków, miksuję i zalewam litrem spirytusu 90%. Po dwóch tygodniach powstanie nalewka, jedna z moich ulubionych – idealna do tych nowych, ciemnych buteleczek. Warto mieć taką nalewkę w domu, bo to roślinna aspiryna, skuteczna przy przeziębieniach, zapaleniu zatok, bólach stawów, mięśni i zatruciu organizmu toksynami.
Mgła i zapach zmiksowanych pączków topoli, to dobre połączenie w leniwą niedzielę. Do tego zapach zapach cytrusów – destyluję olejek eteryczny z pomarańczowych skórek. Destylacja to wytwarzanie mgły i deszczu w szklanej kuli. Jestem władcą laboratoryjnego mikrokosmosu. Uwielbiam przyglądać się kroplom destylatu, kap, kap. Po dwóch godzinach mam kilka mililitrów olejku i ponad 500ml hydrolatu pomarańczowego. Ten hydrolat to płyn o gorzkawym smaku, jak albedo. Można go pić – poprawia trawienie, tak samo jak pomarańcze. Ma też zastosowanie kosmetyczne, nawilża i reguluje wydzielanie sebum.
Zapach pomarańczy unosi się po pracowni, miesza z mgłą, topolową żywicą, kawą i garam masala rozsypaną na blacie – to już prawdziwe perfumy.
Ten post ma 18 komentarzy
Ojjjj napisz w końcu gdzie Ty kupujesz te ciemne szkło z nakrętkami do wekowania :-))
Nazywasz te butelki szkłem do wekowania? to u mnie w Goleniowie w hurtowni. Jeśli chcesz to kupię i wyślę do Ciebie.
jak przykro, że dopiero ostatnimi czasy dowiedziałam się, że hydrolat to ta woda po destylacji 🙁 wylałam pół litry hydrolatu ze skórek mandarynki 😀 zostawiłam tylko kilka mililitrów olejku 😉
Niemądra ja 😉
Oj, co za strata! a jak destylowałaś?
A co będzie w słoiczkach?
Już jest maść propolisowa, będzie balsam do ust rozmiar idealny.
będą przepisy?
jasne, wiesz przecież, że uwielbiam się dzielić wszelką wiedzą i pomysłami. W balsami będzie coś z jabłka, olej albo gliceryt, uwielbiam działanie kwasów owocowych z jabłek na skórę ust.
Jak się „Ciebie” czyta, to się zapomina że zimno (no chłodno) za oknem… i ciemno… idę szukać mych topoli 🙂
Cóż, o to mi właśnie chodziło! załóż rękawiczki, bo byłam bez i to błąd.
Łał, wspaniale. Moje pytanie być może dziwnie zabrzmiało, bo spodziewałam się odpowiedzi: w kawiarce lub w garnku (metoda pokrywkowa) A tu taka niespodzianka. Destylująca blogerka <3 Destylowałaś coś jeszcze? borowinę na przykład 🙂
na razie nie 😀 chociaż chciałabym ale muszę o tym poszukać, jak się nie mylę u Ciebie jest coś o tym 😀 ja tu dopiero nowa,dziś Cię odkryłam 😀
destylację kocham 😀 gdybym nie musiała za każdym razem rozkładać aparatu robiłabym to częściej 🙂 w planach na razie lawenda i lipa 🙂
A jaką masz pojemność kolby na zioła?
kolbę miałam właśnie bardzo małą, bo 250ml. Dlatego wraz z lubym mym zrobiłam prowizorkę:D parę z starego czajnika (wytwarza jej dużo, szybko i łatwo dolać wodę), zioła w szklanej 1,5 litrowej butelce niskiej i szerokiej no i chłodnica – niestety spiralna. Taka prosta lepsza 🙂
Super 🙂 Odnotowałaś jakieś straty zapachu przy łączeniu chłodnicy wężykiem? bo chyba z butli wężyk do chłodnicy wychodził? Masz może zdjęcia tej aparatury? fajnie by było gdzieś zamieścić takie alternatywne rozwiązania. Wytwornica pary czajnik <3 , u mnie szybkowar 🙂
tak z butli szczelny korek z 2 rurkami (jedna do pary druga do chłodnicy) 🙂 używałam silikonowych bodajże wężyków. Nie wiem czy wystąpiły jakieś wielkie straty zapachu,nie skupiłam się na tym 🙂 grunt że wszystko było szczelne, owinięte w folię aluminiową żeby nie oddawało za dużo ciepła do otoczenia 🙂
swoją drogą szybkowar niezłym pomysłem 😀 a jak znajdę gdzieś moją „aparaturę” to podeślę do Ciebie to sobie pooglądasz prowizorkę 😀
Jak ładnie nazywasz miejsce swojej twórczości kosmetycznej: pracownia. Czy masz taką profesjonalną? pięknie jak zwykle opisujesz to co robisz i to właśnie zachęca wciąż i wciąż do pójścia w Twoje ślady i wytworzenia sobie samemu 🙂 pozdrawiam
Krystyno, zobacz na fotkach, pracownia alchemiczna a za oknami zwierzaki 🙂 No pewnie, działaj, to ma być inspirujące!